piątek, 7 czerwca 2013

W mateczniku maniaka

A bo to wszystko przez niego, znaczy przez Ola.
Chciałem tu przedstawić sylwetkę ( pokraczną zresztą :) ) człeka przez którego to wszystko.
Pan Aleksander Zielony - Polska południowa - Bytom. Do dnia dzisiejszego pewnie siedziałbym jak "cichy głupek" i kleił te swoje plastikowe czołgi, samolociki i inksze. Kontakt z nim, a poznaliśmy się w pracy, zaowocował w roku 1991 tym, że pierwszy raz wzleciałem RC. Oczywista miałem już na swoim koncie jakieś modele latające, ale były to głównie szybowce F1A, coś tam na uwięzi, niefortunny combat, który nie przetrwał nawet jednego całego lotu rozbijając się w pył. Olo skutecznie zaraził mnie , a raczej umożliwił za co cześć Mu i chwała w owym czasie polatanie RC. Miał już dziad jakoweś doświadczenie w tym temacie.
Na dzień dzisiejszy to ja latam ostro, a Olo dalej siedzi w plastikach. Ufny jestem jednak, że EG, który leży u niego w modelarni wreszcie po przerwie w tym sezonie się wzniesie. Wszak już od dwóch lat bez mała nie widziałem Ola z drążkami nadajnika w łapie.
Człek ten z wielkimi sukcesami prowadzi modelarnię przy Młodzieżowym Domu Kultury nr 2 w Bytomiu. Przez jego ręce przeszły już tabuny młodych modelarzy, wielu z nich pokończyło studia techniczne i nadal bawi się modelarstwem. Człek pomocny, otwarty a zarazem i bywa, że wredny :). Nie kto inny a właśnie on wywalił mnie z samochodu na środku autostrady nocą pod Frakfurtem :).
A tak na serio chyba największa Jego zasługą jest upowszechnianie modelarstwa, przez to promowanie miasta i rozkręcenie przez te lata największej chyba imprezy modelarskiej lub jednej z największych w Polsce, czyli Bytomskiego festiwalu. : http://www.bytom-model-festiwal.pl/index.php?lang=pl
W tym roku odbył się jubileuszowy dziesiąty już festiwal, a Olo już powoli marudzi o przygotowaniach do jedenastego.
Parę fotek z matecznika maniaka, na których sam Olo, mój syn  i  Ola modelarnia.






Dlaczego napisałem maniak, powinienem napisać raczej "głupek", bo jak inaczej nazwać kogoś kto siedzi od kilku tygodni i klei ..... statek Piratów z Karaibów. 




środa, 5 czerwca 2013

Nowe tanki w kolekcji.

Dołożyłem do "kotła" dwa nowe tanki, Nowe w znaczeniu własnie ukończone, gdyż same modele jak i cała ich u mnie reszta to już raczej modele bardzo leciwe. Przy okazji ich fotografowania dotarła do mnie potrzeba zakupu, czy tez zrobienia namiotu do fotografii bezcieniowej. Foty które poniżej prezentuję nie są najwyższego lotu z racji fatalnych warunków, ot robiłem normalnie z pomocą lampy błyskowej.
Bardzo mi się nie podobają, jak zauważyłem ostre światło flesza mocno podkreśla i uwydatnia rzeczy, których faktycznie aż tak bardzo nie widać, na pierwszy plan wyskoczyły wszelkie przebarwienia, uwypukliły się ślady rdzy, które nie są aż tak mocne . Fakt faktem, trochę te modele pordzewiłem i ukazałem jako mocno wyeksploatowane. Zastosowałem tradycyjne raczej techniki, czyli kilka washy, do tego suche pastele i filtry. Modele oczywiście "z pudełka".

Druga wojna i tradycyjny Half Track w normalnym amerykańskim malowaniu. Malowałem wszystko Tamiyami z lekkimi domieszkami Pactry. Sam model to produkcja z 1979 roku też Tamiya zresztą.
Na wypraskach znać już wiekowość tego modelu, sam model nabyłem jakoś tak w 1991 roku.



T-72M Italeri Dragon, model nabyty ok 1994 roku, w pierwszym kroku chciałem pomalować go w barwach LWP, ale w końcu zrobiłem tradycyjnego "ruska". Malowany tez Tamiyami.


Teraz walczę jak wcześniej wspominałem z BMP-2 Italeri i w kolejce czeka najstarsza wersja Leoparda.



wtorek, 4 czerwca 2013

Snobizm

Owoż znajomego wczoraj dane mi było spotkać, snob nad snoby, z tych co to plakietkami poobwieszany w każdym możliwym miejscu. Gdyby mógł to jeszcze by ponaklejał pod plakietkami cenówki i wyciąg z konta bankowego. Mimo wszystko lubię ..... gno....a :)
Jakoś tak zeszliśmy na tematy modelarskie, no i zainteresował się tym. Paralotniarstwo już mu się znudziło, jako że świeżo po rozwodzie, szuka swego nowego miejsca w życiu, brylowanie wśród amatorów wędkowania mu nie wychodzi, uważa że zbyt wielu "prostaków" się tym zajmuje. Mimo wszystko lubię ..... gno....a :)

Trochę był zdziwiony, że firma Ap...le nie jest najlepszą firmą modelarską, bo on tymi    i...cośtami zafascynowany jest, jak Kazik promocją w tesco.

A jako że JR, Futaba, Hitec to dla niego nazwy nic nie znaczące, przygotowałem mu i jemu odpowiednim stosowną ofertę ze stosownym logiem i stosowną ceną. :)

TaDa - przed Państwem od dzisiaj najlepsza aparatura modelarska w świecie.
- pełne cztery kanały
- zasięg zależny od wybranej wersji : 100. 200 lub nawet 250 metrów.
- serwis door to door
- gwarancja roczna na akumulator
- dostęp do istorebestmodelworld w abonamencie
- każdy nadajnik opatrzony własnym numerem i stosownym certyfikatem
- i wiele wiele innych, które tylko może zapewnić firma Ap...le



A tak na serio, skoro ja wpadłem na ten pomysł, to  tylko czekać aż Ap...le zrobi to samo. Bo coś mi mówi że za chwilę zrobią iBoomboxa, a potem się zabiorą za modelarzy. Wszak to też niezły kawałek rynku.



niedziela, 2 czerwca 2013

Wzięło mnie na starocie.

A staroci nie lubię, wręcz nie trawię starego wina, pomijając fakt że w ogóle alkoholu nie trawię.
Nie trawię też starych .... kobiet :). starych w sensie mentalnym.
A jednak zdarzyło się że stara rzecz mi się spodobała. Znajomy wczoraj zadzwonił do mnie z targu staroci, ze znalazł jakiś model, że balsowy, że nie polski, że tani.
Dobra bierz go dla mnie, zobaczymy co to takowego.
No i wieczorem odebrałem pudełko nie wielkich wymiarów, opisane po zagranicznemu.
Z tego co wyczytałem w necie jest to konstrukcja z roku 1959 czyli mam oldtimera :)
Oczywiście wolnolatka z odpalanym z pomocą lontu statecznikiem, ale jaki problem przerobić go na RC.
Choć z drugiej strony czy to nie będzie jakowaś profanacja ?.


W pudełku chyba znalazłem wszystko co powinno być w zestawie, to znaczy trochę płytek balsowych z narysowanymi i wyciętymi sztancą elementami, masa listewek, plany, trochę drutu, arkusz pożółkłej, bardzo zresztą już pożółkłej japonki, nawet rozsypujące się kalkomanie.


W sumie nie wiem co z nim zrobić, pewnie poleży sobie w tym oryginalnym pudełku i na niego czas przyjdzie. Traktuje ten nabytek w tej chwili jako jedną wielką ciekawostkę.






sobota, 1 czerwca 2013

Oblatany - znaczy SOLIUS był w powietrzu.

SOLIUS oblatany.

Fotka na godzinę przed lotem.



W powietrzu.


Po oblocie.




Dokonałem oblotu. Cóż mogę powiedzieć o tym modelu ?
Rewelacja moim zdaniem. Doskonały model jako następny krok po EasyGliderze dla kogoś, kogo wciągnęły motoszybowce. Po nim już tylko jakiś rasowy laminat.

Chciałem w tym miejscu podziękować dostawcy i właścicielowi modelu za umożliwienie mi jego budowy i polatania.
Chciałem bardzo podziękować Pani ........ za pomoc w fotorelacji.
Chciałem tez podziękować Andrzejowi  za kilka wskazówek i pomoc przy oblocie.

Relacja z budowy modelu, pełna dokumentacja fotograficzna i jakoweś tam moje wnioski w Baterflajowym Świecie pod adresem : http://motylasty.pl/totosolx.html
oraz na forach :
http://rcclub.eu/viewtopic.php?f=13&t=5924&view=unread#unread
http://alexrc.pl/viewtopic.php?f=13&t=11191

czwartek, 30 maja 2013

Pogoda taka...

Pogoda taka, ze żal aż człowiekowi teściową z domu wyp....rosić. Od rana leje, tradycyjnie zresztą jak w każdy długi weekend. No ale z tego co słyszałem leje nie tylko u mnie, leje też u chłopaków na zlocie FPV. A dobrze tak dziadom, a co mają mieć lepiej niż ci co nie pojechali. Od wczoraj w pełnym stanie gotowości szykowałem się do oblotu Sojuza, tfu Soliusa miało być.
Model poobklejany, wyważony, wyposażony, wyregulowany, wszystko wielokrotnie sprawdzone.
Już około piętnastej miałem się wyrywać na lotnisko, a tu sruuu, opady się wzmogły.
Cóż dzięki temu udało mi się opisać cała jego budowę, poobrabiać fotki, ba nawet posprawdzać błędy w pisowni. Wpakowałem gada w samochód, jak tylko jutro będzie okazja, wreszcie nim mam nadzieję polatam. Model w stanie rozkładu wygląda takoż :




Jako że nie trawię siedzieć i jak pawian wpatrywać się w telewizor 
zabrałem się za zabawę nowym tankiem. Tanków tych leży ci u mnie cała masa jeszcze. Stare zapasy, wybór padł na BMP-2 Italeri, oczywiście w skali 1:35. Model będę robił prosto z pudełka, no może jedynie podorabiam trochę elementów metalowych, ale bez przesady. Ot tak na szybko, nie szukam przeto jakichkolwiek zdjęć, dokumentacji, nie robię pomiarów. Kusiło mnie by mu zapodać polskie malowanie, ale spodobało mi się bardziej malowanie w barwach armii fińskiej, trójkolorowy kamuflaż z prostych linii łamanych. Jako że nie znalazłem w swych zasobach stosownych farb TAMIYI tym razem malował będę HUMBROLAMI. Fakt gro "cichych głupków", znaczy modelarzy plastikowych na farby te psioczy, że gruby pigment, że nie najlepiej kryją. No cóż ja się na HUMBROLACH wychowałem, a że model będzie trochę przybrudzony, wyeksploatowany, to niedogodność ta mi nie przeszkadza. Przy okazji na bazie tego modelu postaram się ukazać w stosownym artykule Baterflajowego Świata w jaki sposób podchodzę do tych spraw. Iluż modelarzy ., tyle sposobów, jedni stosują pigmenty, inni pastele, jeszcze inni posługują się całymi zestawami. Ja robię "czym popadnie" w danej chwili, starając się nie opierać o jeden szablon, cały czas zresztą szukam, sposobów i efektów. Byle do jutra, czekam na kawałek stosownego nieba do lotu.



wtorek, 28 maja 2013

Solius - budowa

Oki, wreszcie mogę pokazać trochę obrazków z budowy tego modelu. Postanowiłem jednak trochę się nad nim poznęcać, znaczy pokazać co osobiście nie podoba mi się w tym modelu, co ewentualnie bym zmienił.
Oczywista wyrób tak renomowanej firmy praktycznie jest bez błędny, jednak wydaj mi się że dla przyszłego użytkownika pewne rzeczy można było uprościć, czy też przewidzieć na etapie konstruowania.
Cała relacja, moje spostrzeżenia, konkluzje a takoż i zastosowane przeróbki po oblocie w BaterflajowymŚwiecie zamieszczone będą.

Na dzień dzisiejszy zostało mi do zrobienia : okleić model kalkomaniami, zainstalować odbiornik, wyważyć, oblatać i ewentualnie naprawiać.

AAAA i jeszcze zrobić kilka fajnych fotek, no ale to już w znacznej mierze nie zależy tak do końca ode mnie. Na prezentowanych fotografiach widać narysowane strzałki z jakimiś numerkami.
Opis tych strzałek i numerków w pełnej relacji się pojawi.
Teraz tylko chciałem zasygnalizować, że "model wyszedł z pudełka" i ma się dobrze.





poniedziałek, 27 maja 2013

Załamany jestem :(

Załamało mnie dzisiaj, znaczy załamany to ja non stop jestem, co niektórzy potwierdzić mogą. Załamało mnie dzisiaj bo zobaczyłem jak można rysować modele w Sketchupie. Sam już od dłuższego czasu szukam programu prostego, w miarę przystępnego, najlepiej darmowego, który pozwoliłby mi rysować w 3D.
Przechodziłem różne Cady i inksze jego klony, jednak filozofia ich jakoś nie przemawia do mnie.
Dwadzieścia lat pracy w Corel Drawie odbiło na mnie swoje piętno, przyzwyczajenia, filozofia tego programu znacznie różni się od innych. Swego czasu wielką przeszkodą była dla mnie przesiadka z CorelPainta na FotowSzopie. Teraz czuję się w nim jak ryba w wodzie, powiedzmy ryba, która już wie mniej więcej o co w pływaniu chodzi i nie próbuje pływać na grzbiecie. Dwa lata temu trafiłem na Sketchupa, projektuję w nim .... meble, wystroje wnętrz i inne tego typu rzeczy, ale jakoś nie potrafię się przemóc, by narysować coś znacznie bardziej skomplikowanego, jak np plany modelu samolotu.
Powiedzmy że narysowanie szafy, łóżka etc nie stanowi dla mnie problemu, ale szafa to tylko kilka płyt a skrzydło modelu z tymi wszystkimi żeberkami, spływami, pokryciem to już jakaś sztuka tajemna.
Trafiłem dzisiaj na stronę czeskiego rysownika sketchupowego, jakieś projekty domów, urządzeń i ..... szok , projekty modeli RC. Q..wa tam nawet serwa z kablami są narysowane. Jak pawian w banana wpatruję się w te rysunki, obracam, oglądam, czysty szok. Pełen szacunek dla tego pana, wiem ile to kosztuje pracy i przemyśleń. Strona super, trochę tutoriali, przykładów i wszystko ładnie wytłumaczone. Ale po czesku :)
Dało mi to impuls, impuls do zabrania się za siebie i za Sketchupa.
Adres strony, gdzie serio warto zajrzeć : http://www.mikac.cz/index.html

Kilka jotpegów jego prac :








czwartek, 23 maja 2013

Magnesy neodymowe.

Neodymy, ileż zastosowań w modelarstwie, a to kabinkę zamocują, a to silnik usprawnią, a to wyważarkę magnetyczną zbudować na niej możemy.



Ale skąd je pozyskać.

W magnesy zaopatrzyć możemy się na alledrogo lub w magnesy.pl.
Inne wyjście to pozyskać ów magnes z zużytego dysku twardego komputera.
W tym celu udajemy się do najbliższej nam firmy komputerowej, znaczy serwisu, tam pewnikiem jakiś rozwalony dysk dostaniemy, możemy też dysk takoż podprowadzić bratu młodszemu, co to go właśnie na komunię dostał, znaczy dostał cały komputer, a w środku wspomniany dysk.
Jeśli nie posiadamy brata po komunii, siostry po komunii, serwisu komputerowego w pobliżu, nie chce nam się kupować w necie sprawa jeszcze nie jest tragiczna. Dyski twarde zazwyczaj znajdują się w komputerach, których cała masa jest używana w firmie w której pracujemy.
Pozyskanie takiego dysku wymagać będzie pewnych przedsięwzięć.
Owoż aby dysk takowy pozyskać udajemy się w środę po południu, znaczy po wyjściu z pracy, gdzie wcześniej oczywiście rozpracowaliśmy teren, poznaliśmy grafik zmian ochrony, wiemy o której sprzątaczki wchodzą etc do najbliższego marketu, lub na stację benzynową, gdzie zakupujemy okulary przeciwsłoneczne z ciemnymi szkłami.
W sklepie z używaną odzieżą kupujemy szary prochowiec. W zakładzie fryzjerskim kupujemy perukę. Wracamy do domu i przebieramy się w te ciuchy, dodatkowo golimy wąsy lub też je przyklejamy.
Innym sposobem zmiany tożsamości jest podprowadzenie siostrze, żonie, matce, kochance pończoch, spódnicy, bluzki, szpilek. Możemy też się w to przebrać. Wychodzimy z domu wyjściem tylnym, lub przez okienko w piwnicy i korzystając ze środków komunikacji masowej czyli autobusów, trolejbusów, metra etc udajemy się kolejno do kilku bankomatów i wypłacamy małe sumy cały czas bacząc czy za nami nie ma ogona. Gdy uzbieramy już ok. 3000 PLN udajemy się do najbliższego salonu z telefonami komórkowymi i kupujemy telefon na kartę, pakiet startowy wywalamy i kupujemy nowy na stacji benzynowej.
Przed godziną 18-tą lub 20-tą wpadamy szybko do jakiegoś sklepu z komputerami , ważne by to zrobić przed samym zamknięciem i kupujemy laptopa. Nie wydziwiamy, nie targujemy się, nie robimy jakichkolwiek ruchów po których sprzedawca mógłby nas rozpoznać i zapamiętać. Wyrzucamy dowód zakupu najlepiej jakieś 25-30 km od sklepu wcześniej go podpalając. Wracamy do domu po drodze kupując jeszcze szklane naczynie nie tłukące żaroodporne i butelkę rozpuszczalnika nitro lub acetonu.
W domu do naczynia wkładamy ciuchy, przyklejone wąsy, okulary. Wszystko polewamy nitro i podpalamy. Jeśli używaliśmy ciuchów żony, siostry, matki, kochanki wkładamy je do miski i wlewamy litr wybielacza.
Udajemy się do znajomego celem pozyskania kopii Windows XP, no chyba że jesteśmy hardcorami i znamy się na Linuxie. Wieczorem klnąc wywalamy z zakupionego laptopa system i instalujemy XP lub Linuxa. Ważne by system ruszył i rozpoznał karty sieciowe.
Dnia następnego wracając z pracy jedziemy w kierunku przeciwnym niż nasz dom udając się znów do najbliższego sklepu z używana odzieżą, ale nie tego samego co poprzednio, kupujemy prochowiec, ale w innym kolorze, w kiosku kupujemy maszynkę do golenia, przebieramy się , w najbliższej knajpie a właściwie w jej WC golimy głowę na łyso, włosów nie wyrzucamy, naklejamy je na taśmę biurową, resztę chowamy w kieszeniach. Formujemy nowe wąsy i brodę i przyklejamy je na CA, CA zawsze mamy przy sobie jak każdy zresztą  modelarz. Jedziemy do najbliższego TESCO, OSZOŁOMA, REALA, PLEJADY czy też innego hipermarketu gdzie mają ogólnodostępną sieć WiFi, po drodze dwa razy zmieniając tramwaj i trzy razy autobus, ostatnie trzysta metrów pokonujemy taksówką.
Znajdujemy sobie dogodne miejsce gdzieś za kwietnikiem w tym TESCO, włączamy komputer. Ściągamy Tora, instalujemy go, resetujemy kompa. Po uruchomieniu wchodzimy poprzez Tora na www.gazeta.pl. Wchodzimy na forum, wybieramy fora regionalne, wszystkie fora regionalne, wybieramy nasze miasto.
Broń Boże nie zakładamy konta, wchodzimy jako gość anonimowy, podpisujemy się nic nie znaczącym nickiem i zakładamy nowy temat rozpoczynając go od słów „Czy prawdą jest, że Pan ( tu wpisujemy imię i nazwisko prezesa firmy w której jesteśmy zatrudnieni ), właściciel firmy ( tu nazwa firmy ) posiada nieślubne dziecko w miejscowości Parzymiechy Dolne i nie łoży na nie alimentów ?”
Wyłączamy komputer. Idziemy do WC zrywamy wąsy, brodę, zdejmujemy prochowiec, lateksowe rękawiczki, które cały czas mieliśmy na rękach wszystko to chowamy do reklamówki i opuszczamy pomieszczenie. Wcześniej oczywiście spryskując obiektyw kamery czarnym sprayem.
Na przebranie się mamy 15-20 sekund, po tym czasie jak nic wpadnie ochrona sprawdzić dlaczego im z ekranu zniknął obraz kibla. Udajemy się w przeciwległy koniec hipermarketu, po drodze kupujemy w dziale turystycznym saperkę. Uruchamiamy komputer, ale tym razem bez Tora, wchodzimy znów na to forum i dopisujemy do wcześniej założonego wątku odpowiedź, oczywiście pod innym nickiem „ tak , bo to zboczeniec, pijak i złodziej, bo każdy pijak to złodziej i jeszcze głosował na kaczorów„
Wyłączamy szybko komputer i wyjściem dla personelu opuszczamy market. Jedziemy jakieś 30 km na południe , ostatnie pięć km pokonujemy pieszo starając się jak najwięcej iść korytem rzeki.
Kładziemy laptopa na twardszym podłożu i walimy w niego saperką rozbijając doszczętnie.
Kopiemy saperką dziurę o głębokości 2 m. wrzucamy tam szczątki laptopa, wracamy do domu, też pieszo. Ale idziemy tyłem , a dla polepszenia kamuflażu co 200 metrów zmieniamy na nogach buty miejscami, znaczy prawy na lewą a lewy na prawą.
Wieczorem pod byle pretekstem wyjścia z domu udajemy się do Multipleksu, Multikina lub innej instytucji odpowiednio nasyconej ludźmi. Zakładamy kolejne lateksowe rękawiczki, odpakowujemy zakupiony telefon, wkładamy pakiet startowy. W usta swe wyciskamy cała cytrynę, przysłaniamy je kawałkiem gazy i dzwonimy do największego przydupasa swego szefa, prezesa ( tego cośmy go na forum opisali ) , przyciszonym głosem przydupasowi oznajmiamy że o jego szefie nie pochlebne opinie po necie chodzą , podajemy szybko adres forum i rozłączamy się. Po przejechaniu ok. 15 kilometrów wywalamy po wcześniejszym spaleniu i polaniu kwasem kartę z telefonu. Wracamy w stronę przeciwną, saperką wykopujemy na cmentarzu wcześniej wybierając świeży grób otwór o głębokości minimum 75 cm, rozwalamy telefon, podpalamy go po polaniu nitro, zakopujemy. Udeptujemy ziemię, przysypujemy liśćmi i trawą. Wracamy do domu. Dnia następnego spokojnie udajemy się do pracy. Tutaj wielki młyn, dział informatyki biega jak szalony i szuka tego który o szefie takie świństwa nawpisywał na forum, wszyscy zajęci są dyskusją i szukaniu winnego.
W tym momencie mamy doskonałą okazję by pracownikowi ochrony podprowadzić paralizator.
Z paralizatorem udajemy się na swoje stanowisko pracy i przykładamy go do obudowy naszego włączonego komputera, włączamy na chwilę. Wszystko to robimy w grubych gumowych rękawicach. Rękawice wywalamy dowolnym miejscu, paralizator cichcem podrzucamy ochronie i dzwonimy do działu IT że komputer nam nie chodzi.
Po dwóch godzinach wreszcie przychodzi jakiś informatyk i stwierdza że komputer padł. Zabiera go i po następnych dwóch godzinach dzwoni do nas z pytaniem kiedy ostatnio robiliśmy kopie danych, bo dysk jest martwy. Teraz tylko do szefa administracji, protokół zniszczenia , oczywiście z opinią informatyka i za symboliczną złotówkę odkupujemy rozwalony dysk. I w ten sposób mamy magnesy. Możemy też w piątkowy wieczór przed samym wyjściem do domu wykręcić dysk, do kubła obok komputera wsadzić namoczoną w benzynie szmatę. Na szmatę tę kładziemy minutnik połączony przewodami z baterią i świecą żarową. Całe biuro oblewamy benzyną, dwa pomieszczenia obok podrzucamy kawałek materiału wybuchowego, stary zapalnik z granatu F1 i kartkę z tekstem po arabsku, murzyńsku czy jakoś tak. Minutnik ustawiamy na ok. pół godziny, wracamy do domu i wieczorem dla upewnienia się oglądamy wieczorne wiadomości regionalne. Mamy magnesy.



środa, 22 maja 2013

Totalne chamstwo - hamownia

Dobór napędu elektrycznego to z jednej strony rzecz zdałaby się prosta, z drugiej zaś rozpiętość w danych technicznych i specyfikacjach podawanych przez producentów silników często sprowadza nas na manowce. Oczywista zawsze można się posłużyć Motocalkiem lub też szukać informacji na forach, czy też wczytywać się w opinię innych modelarzy Nie ma to jednak jak zmierzyć i dobrać samemu.
Proponuje budowę własnej hamowni, fajna sprawa i znacznie upraszcza dobór zespołu śmigło - silnik - regler.

Opis mojej pod adresem : http://motylasty.pl/warszt_3.html#warsztat14


Zaprojektowana w Sketchupie, w całości zbudowana z elementów ogólnodostępnych w marketach typu Obi, Castorama.
Przetestowaliśmy na niej już kilka napędów i jak do tej pory sprawdza się. Trwała i sztywna konstrukcja z możliwością w miarę szybkiej wymiany silnika z racji dwóch głowic.
W przygotowaniu głowica do mocowania napędów tunelowych o różnych średnicach, prace koncepcyjne trwają.
Zastanawiam się też nad zabudową na stałe elektroniki. Przydałby się też jakiś obrotomierz. Projekt cały czas się rozwija i jak na hamownie przystało - "rozkręca".