W tym momencie słowa są zbędne
niedziela, 15 marca 2026
piątek, 13 marca 2026
Grzybek parkowy.
Tarnogórski Hyde Park, czyli ...... Grzybek w Parku.
Wiecie, jak zaczynają się największe katastrofy w życiu faceta? Nie od słów „musimy porozmawiać”. Nie. Zawsze zaczyna się od klasycznego: „Co? Ja nie dam rady ?!”. A zaraz potem wjeżdża nasze zaklęcie przywołujące kłopoty: „Czymaj piwo”.
Ktoś mnie ostatnio pyta: „Stary, a dałbyś radę zrobić tego naszego Grzybka na makietę dworca kolejowego?”. Ja nie zrobię Grzybka? Ja?! Czymaj piwo!
Kojarzycie Grzybka w naszym tarnogórskim parku, prawda? Kojarzysz, widzę po oczach, że za młodu tanie wino tam smakowałeś!
Dla tych, co nie wiedzą – Grzybek to nie jest zwykła altanka. To jest lokalne centrum kultury alternatywnej! Od lat wpisane w panoramę parku. Tam spotyka się absolutnie każdy. Zwykła młodzież, klienci lekkiego życia, fanatycy płynów o – powiedzmy to dyplomatycznie – konkretnej i wysokiej zawartości C2H5OH... Do tego poeci wyklęci z puszką Tatry, jacyś uliczni tancerze i – przysięgam – zdarzają się delegacje kółek gospodyń wiejskich, które chyba po prostu zgubiły drogę z dworca. Pełen przekrój społeczny! Nasz tarnogórski Hyde Park.
No, ale słowo się rzekło. Zaczynamy projekt.
Odpalam mój pojazd mechaniczny czterokołowy i ruszam na zwiad. Pełen kamuflaż i rynsztunek bojowy: aparat fotograficzny na szyi, taśma miernicza w kieszeni i tajna broń... piwo bezalkoholowe. Tak, Karmi. I tak mam słabą głowę, więc po jednym takim włącza mi się tryb nirwany i wydaje mi się, że jestem Inżynierem Karwowskim.
Parkuję, resztę trasy pokonuję pieszo – klasyczną metodą naprzemiennego machania kończynami dolnymi – i w końcu jest. Stoi on. Grzybek.
Zaczynam oględziny. Ale żeby w ogóle podejść ze sprzętem, musiałem najpierw odgruzować teren.
Tu puszka po Harnaśku, tam butelka po Soplicy... Od razu pozbierałem! Słuchajcie, makieta makietą, ale pomyślałem sobie: „Oho, wpadnie kilka dukatów z kaucji, będzie na prąd do drukarki!”.
Biznes to biznes. Wyobraźcie to sobie z boku: stoi dorosły chłop w parku. W jednej ręce bezalkoholowe, w drugiej miarka, w torbie brzęczą puszki, a on z obłędem w oczach mierzy obwód betonowego grzyba. Ludzie spacerują, patrzą na mnie i myślą: „O, sanepid przyjechał”, albo „Kurde, geodeta, znowu będą tu coś kopać!”. A ja tam po prostu w mojej pięknej głowie wizualizuję wielki plan budowlany. Dokumentacja, proces, logistyka!
Wracam w końcu do swojej oazy, do mojej jaskini modelarskiej. I tam nagle zapadła... diecezja.
Znaczy – decyzja!
Patrzę w kalendarz. Terminy gonią. Miałem to rzeźbić dłutkiem? Strugać z zapałek i wykałaczek
jak jakiś mnich z Klasztoru Kosz aliin ? Nie ma opcji, szanujmy się. Szkoda życia! Zamiast tradycji, wjechał futuryzm.
Odpalam kompa, projekt 3D w Sketchupie – pyk, pyk, myszką. Potem „Bambus” robi swoje „bzzzz, bzzzz”, trochę magii z aerografem, pędzelkiem, malowanie, wykończeniówka i cyk! Gotowe!
Założone ramy czasowe zachowane. Makieta ma swojego Grzybka. A ja? Ja udowodniłem, że nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Zwłaszcza, jak ktoś mi potrzyma piwo. Dziękuję bardzo!
Słyszę głosy z sali: "Oszustwo! Pójście na łatwiznę! Prawdziwy modelarz to by tego Grzybka z kory dębu wyrzeźbił tępym scyzorykiem!".
Słuchaj, przyjacielu. Jak idziesz do łazienki wrzucić brudne ciuchy do pralki, to też żona stoi nad tobą i krzyczy: "Oszustwo! Pralka automatyczna to pójście na łatwiznę! Kiedyś to się nad rzeką na tarze prało, a nie w przyciski klikało!"? Nie. Bo byś do świąt w jednych gaciach chodził.
Technologia idzie do przodu! Myślisz, że ta moja drukarka ma na panelu przycisk z napisem: "Drukuj tarnogórskiego Grzybka z menelami"? Że to się samo robi? Przecież ja tam musiałem w tym programie każdy milimetr tego betonu wirtualnym dłutem wykuć! W pocie czoła klikałem myszką, aż mi się zespół cieśni nadgarstka pogłębił! To jest ciężka praca fizyczna w XXI wieku.
Poza tym, bądźmy szczerzy. Kiedyś modelarze całymi nocami wąchali butapren w zamkniętych piwnicach i mieli po tym objawienia. Ja mam drukarkę 3D i piwo bezalkoholowe. Może mam trochę mniej kolorowych wizji podczas pracy, ale za to makieta trzyma pion! A o to przecież w budownictwie chodzi, co nie?
Użyta chemia to głównie wyroby Tamiya, AK i to wsjo.
Grzybek powstał na zlecenie Muzeum Tarnogórskiego, stanie na makiecie kolejowej w stosownym
dla niego miejscu.
czwartek, 26 lutego 2026
Festiwal Modelarski Bytom 2026
środa, 11 lutego 2026
Maszyna do ssania i dmuchania.
Nie poleciały. Znaczy łzy.
- jednostka główna,
- lejek do… no do dmuchania,
- zbiornik z filtrem,
- rurka,
- szczotka,
- USB-C, czyli już prawie NASA.
Krzysiu, a może taki ???. Bea - :) dzięki.
niedziela, 8 lutego 2026
Niemce we wiosce
Po starym i leciwym zestawie TAMIYI Hanomag Sdkfz 251 zostały mi "ludziki", może najwyższego lotu nie są, ale postanowiłem coś z tym zrobić.
Niemcy malowani starymi Humbrolami, reszta, czyli ziemia, deski, mur itd to Tamiye. Ramka z listew pozyskanych w kościele pod wezwaniem świętego Castorama.
niedziela, 1 lutego 2026
Szuszarka, tfu suszarka
Taka do filamentu.
Powiem tak – łysy kupił… suszarkę.
Tak. Ja. Łysy. Suszarkę.
Ironia losu level: Pantene.
Walka z wydrukami na Bambusie przypomina momentami MMA – tylko zamiast przeciwnika masz… siebie. Druk 3D to nie hobby. To jest psychotest. I krótka, szczera rozmowa z kumplem, któremu przy pomocy kija bejzbolowego wcisnąłem kiedyś drukarkę Anycubica.
Po dekadzie druku doszedłem do wniosku, że może jednak nie wszyscy na forach są w sektach i suszarka do filamentu to nie mit jak Yeti czy działający support producenta.
Marek – ten od Anycubica – pokazał mi dwa wydruki. Ten sam element. Te same ustawienia. Ten sam filament. Jeden przed suszeniem – dramat. Drugi po suszeniu – poezja.
Od tej chwili Marek chodzi dziwnie uśmiechnięty, coś sapie pod nosem i przy każdej okazji wyzywa mnie od ...synów. Ale ziarno zostało zasiane.
Do tej pory wszelkie sugestie suszenia omijałem szerokim łukiem. Jak Ślązak grupkę „lokalnych patriotów sosnowieckich” z łańcuchami w rękach. Coś jak Pruszków kontra Wołomin – teoretycznie Polska, praktycznie wojna domowa. Ale dobra. Popatrzyłem po internetach. Poczytałem.
Pooglądałem produkcje filmowe o tym, jak ekscytującym zjawiskiem może być zawilgocony filament. Na mszę też dałem. W tej intencji.
Decyzja zapadła.
Marek podał model, cenę w dukatach i – oczywiście – wskazał najlepszy sklep na naszej planecie: aledrogo.
Znalazłem.
Nie na aledrogo.
U innego łysego. U Bezosa.
Łysy łysego nigdy ten tego… więc mówię: a niech się wzbogaci na mojej krwawicy.
Na aledrogo: 128 dukatów.
U Łysego na Amazonie: 70 dukatów, razem z kurierem konnym.
I teraz hit – koń przyjechał po 16 zdrowaśkach. Szesnaście godzin.
Amazon działa szybciej niż moje postanowienia noworoczne.
Dobra, koniec lania wody. Przejdźmy do ołtarza… znaczy: konkretów.
W pudełku :
- suszarka,
- zasilacz,
- kawałek teflonowej rurki (żeby filament miał luksus),
- instrukcja… i uwaga – nawet kilka zdań w polskiemu językowości. Szok kulturowy.
Rozpakowałem.
Włączyłem.
Filament zapodałem.
Maszyna prosta jak deska sedesowa.
Podnosisz klapę.
Wkładasz filament.
Zamykasz. Ja często zapominam o zamykaniu :) i ręców po..... nie myję, nie myję bo mam czystego.
I zaczyna się walka z czterema przyciskami.
Czterema!
Jeden włącza.
Drugi wybiera tryb.
Trzeci i czwarty pozwala dodawać lub ujmować, czyli ... wybierać.
Ustawia czas – do 24 godzin, co pół godziny, bo przecież żyjemy w cywilizacji.
Temperatura, a właściwie materiał : 61, 63 albo 75 stopni.
Instrukcja mówi, co do czego – więc nie zgadujesz jak przy totolotku.
Można podpiąć rurkę teflonową i drukować bezpośrednio z suszarki.
Drukarka ciągnie druta jak Malwina na poboczu.
Sama suszarka – solidna. Plastiki nie trzeszczą, wnętrze z amelinium, bęben kręci się lekko jak sumienie pisiora.
Popracowała kilka godzin.
Wysuszyłem jednego PET-a.
Nie wiem po co, ale wysuszyłem.
Zrobiłem wcześniej klasyczną łódkę – zobaczymy, czy po suszeniu wypłynie, czy pójdzie na dno jak moje oszczędności.
O zachwytach jeszcze nie będę prawił – bo testy trwają.
Ale wiem jedno.
Wiem, z czego NIE jestem zadowolony.
Ta suszarka wyje.
Świst powietrza jak komputer z wentylatorami czyszczonymi ostatnio za rządów SLD.
Stoi obok – jest irytująca. Nie tragedia.
Ale jakby ktoś odpalił odkurzacz… tylko bez sprzątania.
Reasumując, 70 PLN-ów, chyba nie jest źle. Marek już kupił drugą :), tym razem u Bezosa.
Link : Suszarka na Amazonie
czwartek, 29 stycznia 2026
ToTo-32 "Artu" - oblot modelu
W pełnej rozdzielczości chyba lepiej kliknąć w Youtooba. :)
wtorek, 27 stycznia 2026
ToTo-33 Zero - model treningowy - uzupełnienie.
Przedstawiam uzupełnienie dla modelu ToTo-33 Zero. Jako że platforma ma być uniwersalna, dlatego też dorobiłem mu usterzenie motylkowe zwane też usterzeniem Rudlickiego.
Na poniższych fotografiach rysunki projektu, wydruków itd. Myślę że objaśnianie na tym poziomie zaawansowania chyba nie jest potrzebne, wystarczy wydrukować, skleić lub też skręcić ze sobą obie połówki usterzenia i zamontować je w samym kadłubie. Połówki możemy ze sobą złączyć z pomocą dwóch kawałków filamentu, z którego model będzie drukowany.
Stosowne otwory montażowe są gotowe.
Gdyby ktoś był chętny to pliki stl można pobrać z adresu : https://motylasty.pl/toto33.html
niedziela, 25 stycznia 2026
Temu wiertarka.
Wiertarka z Aliexpressa – czyli jak NIE potrzebowałem, ale KUPIŁEM
Proszę państwa…Ja mam 32 wiertarki. Trzydzieści. dwa. Bo kto debilowi zabroni być bogatym ?
Bo są potrzebne, bo różne dziury mam do zrobienia, bo w różnych materiałach, bo nie samymi szpilkami człek żyje. To nie jest warsztat, to jest schron przeciwatomowy dla wierteł.
I wtedy… reklama ALIEXPRESSA.
Ta reklama nie pyta „czy potrzebujesz?”. Ona wie, ona jest pewna. Ona mówi: „ilu byś nie miał wiertarek, właśnie tej potrzebujesz w tej chwili, umysł i rozsądek z tym nie ma nic wspólnego, otwórz swe serce” No więc wydałem jakieś czterdzieści dukatów, żeby „zapoznać się z nową wiertareczką”.
Zapoznać się! Jakby to była randka, a nie chińskie narzędzie, które przychodzi statkiem wolniej niż list gończy.
Na zdjęciach? CUDO
Błękitny kolor – taki „elektryk po terapii”.
Kompaktowa – jakby ktoś skurczył wiertarkę w pralce
Cała metalowa – bo jak metal, to od razu męsko.
I borkop z kluczem – od 0,3 do 4 mm…
Czyli chirurgia precyzyjna, a nie wiercenie.
No i teraz kluczowy moment: dwa piwa Karmi. Bezalkoholowe, ale umysł już na urlopie.
Spity jak pawian sokiem bananowym klikam: KUP TERAZ. Czy jakoś tak, wpadło do koszyka.
Pyk. Konto: „było miło”.
A ja przez kilka dni:
- bieganie do okna
- nasłuchiwanie kuriera
- brak snu
Jakbym czekał na pierwsze dziecko, a nie wiertarkę z Aliexpressu, albo jakiegoś Temu.
Przychodzi. Pudełko… Kartonu tyle, co honoru u "pisowca".
Jakość taka, że jakbyś kichnął, to by się samo otworzyło.
Mówię: dwa prochy na uspokojenie, dwie zdrowaśki i rozpakowuję.
Wew środku:
- instrukcja (taka, że bardziej filozoficzna)
- wiertarka
- zasilacz
- klucz
Biorę do ręki…
I mówię: oho!
Leży dobrze.
Ciężar ma – jak Kałasznikow w wersji mini.
Czuć solidność.
Zasilacz za to malutki, kabelki krótkie… No ale wiadomo – Ali.
Tu wszystko jest „na styk”, jak budżet pod koniec miesiąca.
Dane techniczne?
Brzmią jakby ktoś je pisał po trzech energetykach:
- 3 do 12V
- 2A
- płynna regulacja
- wiertła od mikroskopu do „może się uda”, czyli od 0.3 do 4 mm średnicy
Jak pracuje?
Krótka obudowa – super do ciasnych miejsc.
Wyłącznik z tyłu…
BO OCZYWIŚCIE.
Zawsze tam, gdzie nie chcesz. Pisałem o tym w artykule o "pedale".
Leży stabilnie, moment obrotowy jest.
Wierciłem plastik, drewno, frezowałem, szlifowałem…
I teraz najlepsze :
DZIAŁA.
Nie wybuchła.
Nie spaliła się.
Nie uciekła do Chin.
Czy potrzebowałem 33. wiertarki? NIE.
Czy jestem zadowolony? ................. TAK. I to jest najgorsze.

















































