Bo kto debilowi zabroni udawać, że go stać ????.
Słuchajcie, starość to jest taki etap, że człowiek już nawet na karuzelę nie może popatrzeć, bo mu się
w głowie kręci od samego patrzenia, a co dopiero na tym usiąść. Zresztą... ja już jestem za stary
na wszystko. Na spacery, na dietę, na nadzieję... na wszystko.
Jedyny powód, dla którego jeszcze wstaję z łóżka, to te moje czołgi. Modele, wiecie. Plastikowa walka
z materią. Bo czołg, proszę państwa, ma tę zaletę, że on milczy. Nie marudzi, nie pyta: „A kiedy odmalujesz przedpokój?”. On tylko stoi i czeka, aż go potraktuję aerografem.
Ale oczywiście, jak to w życiu – pod górkę. Masz ten kadłub, chcesz go pomalować, no to musisz nim kręcić. A ręce już nie te, trzęsą się jak u nastolatka na pierwszej randce. Kładziesz to na jakimś pudełku po butach, na talerzu od starego serwisu... No tragedia. Niewygodnie, brudno, a w moim wieku wygoda to jest jedyna rzecz, która jeszcze ma sens.
Zacząłem szukać profesjonalnej podstawki. Myślę sobie: Tamiya. Legenda. Logo, za które ludzie dają się pokroić. Bo przecież jak nie masz Tamiyi, to co ty masz? To tak jakbyś Multiplą podjeżdżał pod operę. Można, ale po co sobie to robić?
No i znalazłem: „Spray-Work PAINTING STAND SET”. Nazwa długa, jakby to co najmniej satelity naprowadzało. Patrzę na cenę... Osiemdziesiąt dukatów.
No bez przesady. Osiem dych za dwa kawałki plastiku i drut? Przecież to jest jawne plucie w twarz uczciwemu człekowi. Musiałbym mieć orzeczenie o głębokim debilizmie, żeby tyle wydać. Pomyślałem tego dnia aż cztery razy – co mi się rzadko zdarza, bo zazwyczaj ograniczam się do procesów trawiennych korelujących w prostej linii z procesami wydalania. Myśl czwarta brzmiała: „Mam przecież drukarkę 3D!”.
Zamiast spać, siedziałem z parującym dzbanem. „Zrobię to sam!” – krzyczałem w myślach do tej poj…... japońskiej korporacji. „Ja wam pokażę!”. Odpaliłem Sketchupa, narysowałem. Ale po swojemu! Po co mi podstawka do karoserii aut, co to pewnie jeszcze kawę parzy , ułatwia usuwanie ciąży i informuje o kurierze, ze się pojawił na dzielni ?. Ma być proste. Ma się kręcić. Ma mnie nie denerwować.
Zamówiłem filament. Czarny, bo różowy, który mam w szafie, to jest dobry do …… środowiska gejowskie mi tak powiedziały, a nie do Pantery w skali 1:35. Bambuś podrukował, ja to złożyłem do kupy... i działa. I tu dochodzimy do momentu, w którym nauka spotyka się z czystym obłędem.
Parę zdań temu wspomniałem, że musiałbym być totalnym idiotą, żeby wydać 80 dukatów.
No więc ( nie zaczyna się zdania od no więc ), jako że statystyczną ilość przemyśleń mocno przekroczyłem w dniach ostatnich i to bez zbędnych analiz i wkraczania w obszary doznań potwierdzających, czy też raczej dezawuujących słuszność mych poczynań znów kliknąłem „kup teraz” i to uczyniłem bez alkoholu lub co gorsza w moim przypadku bez "bezalkoholu".
Kliknąłem „Kup teraz” na tego oryginalnego Stand’a z Tamiyi. No kliknąłem! No panie co zrobisz?,
no co, no nic nie zrobisz, yebło to yebło nie ma co roztrząsać.
Teraz mam dwa. Jeden domowy, drugi „na wyjście, na niedzielę, jak goście się napatoczą”. Jeden na dni słoneczne, drugi do kościoła. Bo kto zabroni debilowi udawać, że go stać? Mało tego – dokupiłem jeszcze jakieś chińskie szczypczyki, bo przecież jak już człowiek wpadnie w ten zakupowy amok, to kupuje wszystko, jakby jutra miało nie być.
I co z tego mam? Mam dwa standy, mam szczypce, mam pełne szuflady sprzętu... i wiecie co?
Tak mnie dzisiaj w łokciu rypie, że i tak nic nie pomaluję. Posiedzę sobie tylko, popatrzę na te pudełka
i pomarudzę, że kiedyś to przynajmniej ten plastik był tańszy.
…... idę po maść na stawy.
A gdyby ktoś był chętny na STELE do wydruku, odzywać się, dogadamy się. :)

















































