niedziela, 13 września 2026

Zlot manaiaków RC Racibórz

 


Słowa zbędne w tym przypadku, super impreza, super ludzie, super atmosfera, super modele.
XIX zlot maniaków RC w Raciborzu, do późnego wieczora masa atrakcji, pokazy nocne itd.
Trochę fotek i przy okazji podziękowania Rafałowi - wie za co :)

























Za rok XX zlot - będzie się działo :)

czwartek, 10 września 2026

Toolset z Actiona

 


Wibratory w Actionie w promocji!” – usłyszałem zupełnie przypadkowo... w damskiej toalecie.
Co tam robiłem? Powiedzmy, że sprawdzałem siłę sygnału na kanale szóstym WiFi, i tej wersji będę się trzymał. Zdania nie zmienię.

Podnieciłem się jak Magda Gessler na widok lokówki. Zero skupienia w pracy. Myślami szybowałem po alejkach pełnych dildo, wizualizując sobie, co ja z nimi będę wyczyniał. Bo widzicie, dla modelarza... taki wibrator to jest Święty Graal. Wy myślicie o jednym, a ja wiem, że małym nakładem pracy, przy użyciu taśmy izolacyjnej, to jest najdoskonalszy na świecie aparat do mieszania farbek! Koniec z zaschniętą Tamiyą, koniec z grudkami w podkładzie!

Jako że tego dnia spóźniłem się do roboty... to żeby bilans się zgadzał, wyszedłem wcześniej. Odpaliłem swój rydwan, złamałem po drodze wszystkie możliwe przepisy i na pełnej bombie wpadłem do Actiona na drugim końcu metropolii.

Wpadam jak dzik w żołędzie, bez żadnego „dzień dobry”, tylko jak ostatni cham z partii na trzy litery dyszę do kasjerki: „GDZIE?!”. Spojrzała na mnie, jakby mi z czoła wyrósł pędzel. – Ale... co gdzie? – pyta, typowa przedstawicielka partii dwuliterowej. – No co gdzie?! – rzucam, wodząc obłędem po regałach. – Panie, tak to my się nie dogadamy. Policzyłem w myślach do jedenastu – bo do dziesięciu każdy głupi potrafi. Wdech. – Wibratory.
Gdzie są wibratory? Spojrzała mi prosto w oczy i rzuca: – Zboku.

Oż ty franco jedna! – pomyślałem. Jaki zboku?! Fakt, może i lubię szpilki i takie tam, ale żeby tak przy ludziach?! – Wypraszam sobie! – prawie ryknąłem. A ona wzdycha ciężko: – Z boku regału.

Pożegnałem ją wzrokiem godnym świadków Jehowy i pędzę. I co? I widzę, jak jakaś babina, wiekiem mocno doświadczona, pakuje do koszyka... ostatni. Normalnie na ulicy tobym krzyknął: „Pani Halinko, różaniec pani upadł!”, wyrwałbym jej to z rąk i jeszcze opieprzył, że w tym wieku to nie przystoi.

Zrezygnowany, z poszarpanym ego i zaschniętą farbą w wyobraźni, sunę do wyjścia z zamiarem opuszczenia tego łez padołu. I nagle... szok. Mój parchaty wzrok pada na coś w kolorze „późna Barbie”. W środku kleszcze, jakieś bajery i napis po zagranicznemu: Toolset, co ma piętnaście piecesów.
Leżał nisko. Schyliłem się, patrzę... obok mata A3. No przecież to zestaw dla modelarza!

Szesnaście elementów. I co my tam mamy?

  • Obcinaczki – działają jak każde najtańsze, czyli nie tną, tylko gniotą, miażdżą i rozrywają ramki. Super, kolejne do kolekcji.

  • Kleszcze – z okrągłymi końcówkami, można nimi co najwyżej zagiąć drucik z plasteliny.

  • Igła w oprawce – może chociaż do kleju się nada.

  • Ale nożyk mnie zaskoczył – ma metalową obsadkę, a nie jakiś plastikowy szajs, co pęka od samego patrzenia!

Do tego buteleczka z igłą (z tego ucieszyłem się najbardziej), drewniane klamerki, jakieś szablony
i plastikowa linijka. Gdyby była metalowa, byłoby idealnie. No i ta mata 12x12 cm... urocza.
Wziąłem to i dorzuciłem jeszcze tę dużą matę A3. W sam raz, żeby wreszcie wywalić moją starą Olfę, którą męczę od 30 lat.

Kasa. Poszło jakieś 26 peelenów. 17 dukatów za Toolset i 9 za matę. Kto bogatemu zabroni?
Dla kogo ten zestaw? Pewnie dla kogoś, kto chce popróbować, albo żeby pierdol....nąć na pawlacz do reszty „przydasiów”. Generalnie, ile mogą być warte narzędzia za 17 złotych? Dokładnie 17 złotych. Ale nie żałuję.






A wibrator? Chrzanić, kupię na AliExpress. Przynajmniej będzie z podświetleniem LED,
funkcją WiFi i śtuczną yntelygencjom




czwartek, 3 września 2026

M113 APC Tamiya

 

M-113 APC firmy TAMIYA, stary, ale jary. Trochę fotek tego staruszka z budowy i gotowego.
Model robiłem prosto z pudełka.














piątek, 21 sierpnia 2026

Mobius firmy Gaahleri

 


Jako człowiek, który od lat siedzi amatorsko w modelarstwie redukcyjnym i przez którego ręce przeszło sporo sprzętu lakierniczego, chętnie wezmę ten aerograf na warsztat. Rynek narzędzi dla modelarzy mocno się ostatnio ożywił, a Gaahleri GHPM-Mobius 0.2 to jeden z tych modeli, które wywołały spore zamieszanie, rzucając bezpośrednie wyzwanie rynkowym gigantom.
Aerograf ten przeleżał u mnie w szufladce „ze słodyczami” trochę czasu, w końcu go zacząłem używać.



Gaahleri GHPM-Mobius 0.2 – Przegląd Możliwości



Gaahleri w modelu Mobius postawiło na zaawansowane rozwiązania inżynieryjne, które zazwyczaj widujemy w znacznie droższych sprzętach. Wersja z dyszą 0.2 mm to czystej krwi narzędzie do detalu  w sam raz do malowania skomplikowanych i ostrych kamuflaży na pancerce w skali 1:35, pre-shadingu czy punktowego operowania rzadszymi specyfikami (np. washami od AK Interactive).


Kluczowe cechy tego modelu:

  • Dysza Spiral MAC (Micro Air Channel): Specjalnie zaprojektowana, wydłużona i "spiralna" dysza zapewnia wyjątkowo stabilny przepływ powietrza i równą atomizację farby, co pozwala
    na precyzyjną pracę na bardzo niskim ciśnieniu.

  • Lustrzany kielich (Ultra Mirror Cup): Wnętrze zbiorniczka na farbę jest wypolerowane
    na gładkie lustro. To potężnie ułatwia czyszczenie, co docenisz zwłaszcza wtedy, gdy często zmieniasz chemię w trakcie jednej sesji – od agresywnych podkładów po delikatniejsze akryle Tamiyi.

  • Kwadratowy spust (Square Lever): Przeprojektowany, bardziej ergonomiczny kształt spustu zmniejsza zmęczenie dłoni podczas dłuższych posiedzeń nad modelem i ułatwia wyczucie natrysku.

  • Otwarty tył (Cutaway Design): Korpus posiada wycięcia, które pozwalają na błyskawiczną regulację napięcia sprężyny igły bez konieczności rozkręcania całego aerografu.

  • Zawór precyzyjnej regulacji powietrza: Wersja 0.2 mm posiada wbudowany na dole zawór ciśnienia. Pozwala on na płynną, mechaniczną korektę przepływu powietrza "w locie",
    co bywa nieocenione przy drobnych detalach.

Kiedy odkładasz aerograf na stojak po długim malowaniu – a świetnie sprawdzają się tu własne, zaprojektowane w programie 3D i wydrukowane na domowej drukarce uchwyty – liczy się to, by sprzęt był zbalansowany i dobrze wykonany. Mobius w tej kwestii prezentuje bardzo wysoki poziom.

 Gaahleri Mobius vs. Iwata – Starcie Dawida z Goliatem

Porównywanie sprzętu za relatywnie niewielkie pieniądze z prestiżową marką to zawsze wyzwanie,
ale Gaahleri broni się tutaj wyjątkowo sprawnie. Iwatę (np. modele z serii Custom Micron, High-Line czy Eclipse) powszechnie uważa się za absolutny, rynkowy wzorzec.

Jak na ich tle wypada Mobius?


Cecha

Gaahleri GHPM-Mobius 0.2

Iwata (np. seria High-Line / Custom Micron)

Kultura Pracy
i Spust

Gładki naciąg i świetna atomizacja. Nowy spust jest bardzo wygodny, choć część zaawansowanych użytkowników wyczuwa w Mobiusie minimalnie większy opór igły niż w najdroższych, topowych japońskich modelach.

Słynie z niepodrabialnego, "maślanego" i perfekcyjnie gładkiego spustu oraz absolutnie bezbłędnej precyzji natrysku.

Czyszczenie

Błyskawiczne i bezproblemowe ze
względu na lustrzaną powłokę wewnętrzną kielicha.

Klasyczne, wymaga typowej, starannej opieki (choć jakość powłok jest bez zarzutu).

Innowacyjność

Wbudowany zawór powietrza, regulacja sprężyny "od zewnątrz", spiralna
konstrukcja dyszy – cała masa przemyślanych ulepszeń w standardzie.

Tradycyjna, konserwatywna wręcz inżynieria sprawdzona przez dekady. Zawory precyzyjnej regulacji (MAC) są obecne tylko w droższych seriach.

Stosunek Ceny do Jakości

Wybitny. Otrzymujesz innowacyjny
aerograf o profesjonalnych możliwościach, który kosztuje zaledwie ułamek ceny flagowców z Japonii.

Płacisz za legendarną niezawodność, doskonałą kontrolę jakości i materiały, które często służą bezawaryjnie przez całe dekady.

 Iwata to wciąż niekwestionowany król inżynieryjnej doskonałości i długowieczności – bezpieczny wybór dla purystów, którzy nie uznają kompromisów i dysponują większym budżetem. Z kolei Gaahleri Mobius 0.2 to fantastyczny koń roboczy, oferujący rewelacyjną powtarzalność i nowoczesne udogodnienia za bardzo rozsądne pieniądze. Pod kątem malowania finezyjnych detali, prowadzi się on o niebo lepiej niż tanie dalekowschodnie klony i zdecydowanie zadowoli modelarza o wysokich wymaganiach estetycznych.

Gaahleri GHPM-Mobius 0.2 w Pracach Wykończeniowych

Zastosowanie tego aerografu do "wykończeniówki" to strzał w dziesiątkę, szczególnie w projektach takich jak pancerka w skali 1:35, gdzie ostateczny realizm bryły zależy od najdrobniejszych, subtelnych niuansów.

  • Absolutna kontrola przy niskim ciśnieniu: Przy aplikowaniu mocno rozcieńczonych specyfików – na przykład emalii czy płynów pokroju produktów AK Interactive do tworzenia zacieków, rdzy czy punktowych washy – kluczowe jest, aby nie zalać detali i nie stworzyć tzw. pajęczynek. Wbudowany pod kielichem zawór powietrza pozwala na błyskawiczne "zdławienie" ciśnienia roboczego. W połączeniu z dyszą spiralną MAC, aerograf perfekcyjnie atomizuje ciecz nawet przy minimalnym przepływie, pozwalając na kontrolowane nakładanie śladów eksploatacji czy okopceń wokół rur wydechowych.

  • Subtelny Post-shading i filtry: Korygowanie i tonowanie kontrastów kamuflażu wymaga operowania transparentnymi mgiełkami (często z mocno rozcieńczonych farb akrylowych, np. Tamiya). Mobius 0.2 kładzie farbę bardzo miękko i równomiernie. Ułatwia to precyzyjne rozjaśnianie środków paneli pancerza lub nakładanie cienkich warstw kurzu w dolnych partiach kadłuba, bez ryzyka odkurzu na sąsiednich elementach.

  • Żonglowanie specyfikami: Etap wykończeń charakteryzuje się bardzo częstymi zmianami używanej chemii. Raz w kielichu ląduje rzadki wash, za chwilę werniks, a potem farba do detali. Lustrzane wykończenie wnętrza zbiorniczka (Ultra Mirror Cup) pozwala na szybkie wypłukanie resztek zaledwie kilkoma kroplami cleanera, co niesamowicie przyspiesza pracę i zapobiega mieszaniu się kolorów przy zmianie medium.

  • Czułość spustu przy detalach: Dzięki otwartemu tyłowi rękojeści, można na bieżąco korygować napięcie sprężyny igły. Utwardzenie skoku spustu na samym końcu procesu malarskiego daje pewniejszą rękę przy najtrudniejszych zadaniach – takich jak malowanie drobnych rys, krawędziowych przetarć do gołego metalu, czy "biedronki" z farb olejnych.

Zastosowanie dyszy 0.2 mm stricte jako narzędzia "chirurgicznego" do zamykania projektów pozwala wycisnąć z Mobiusa to, co ma najlepsze do zaoferowania. Przy procesach brudzenia i ostatecznego cieniowania, ten model staje się przedłużeniem dłoni, pozwalając skupić się na warstwie plastycznej bez frustrowania się kaprysami sprzętu.







W tej chwili jest to w mojej kolekcji „pistoletów” pozycja na samym topie.

Na ostatniej fotografii aktualny inwentarz, którego używam na co dzień.

  • Kager 1301 – aerograf kupiony w 1990 roku za kupę dolarów, do dzisiaj używam, nie zestarzał się.
  • Casto – chiński wynalazek kupiony kilka lat temu w Castoramie, o dziwo całkiem przyjemnie
    się nim maluje, koszt to jakieś 80 PLN w tamtym momencie.
  • Fine Art 180 – do tej pory mój wół roboczy.
  • I wreszcie Mobius.

    Polecam z czystym sumieniem.




wtorek, 4 sierpnia 2026

Drugie oczy Vallejo

 


Jakiś czas temu popełniłem tekst o lupie nagłownej z Lidla. Z których zresztą jestem bardzo zadowolony. Cóż tym razem cały czas i nadal poszukując odpowiedniego dla mych stryranych oczu urządzenia poprawiającego proces obserwacji wzrokowej trafiłem na "cztero lensowy magnifier" firmy Vallejo.

Bądźmy ze sobą szczerzy – po kilkudziesięciu latach przy warsztacie, wzrok już nie ten co w czasach, gdy pierwsze modele składało się niemal po omacku. Kiedyś detale malowałem praktycznie z zamkniętymi oczami, dziś... no cóż, dziś bez dobrego wspomagania optycznego montaż fototrawionych siatek nadsilnikowych w skali 1:35 przypominałby próbę nawleczenia igły w rękawicach spawalniczych.

Lightweight Headband Magnifier with 4 Lenses (kod: T14001). Po pierwszych testach bojowych powiem krótko – robi robotę.

 

Co dostajemy w pudełku ?

Za bardzo przyzwoite pieniądze (w MojeHobby to wydatek rzędu 63 zł) Vallejo dorzuca nam zestaw, który jest w zasadzie wszystkim, czego potrzebujemy do dłubaniny przy pancerce. Zamiast jednej,
z definicji "uniwersalnej" (czyli do niczego) soczewki, mamy tu system oparty na czterech wymiennych szkłach:

  • 1.6x – Soczewka idealna do ogólnego ogarnięcia bryły, nakładania podkładu i wstępnego cieniowania (preshadingu) aerografem.

  • 2.0x – Mój absolutny faworyt do brudzenia. Kiedy robisz odpryski metodą "na gąbkę" albo kładziesz biedronkę z olei, dokładnie widzisz obszar roboczy i wiesz, gdzie kończy się realizm,
    a zaczyna radosna twórczość.

  • 2.5x i 3.5x – Tryb "mikroskop". Zarezerwowany do malowania źrenic u figurek czołgistów albo wyginania mikroskopijnych elementów z blaszek (które i tak potem często lądują na podłodze,
    ale przynajmniej teraz dobrze widzę, jak mi uciekają z pęsety).

Ergonomia przy warsztacie

Największy plus tej lupy leży w jej nazwie. Lightweight nie wzięło się znikąd – całość waży zaledwie około 160 gramów. Konstrukcja to po prostu minimalistyczna, elastyczna ramka. Kto spędził kiedyś jednorazowo trzy godziny nad składaniem pojedynczych ogniwek gąsienic ten wie, że ciężki sprzęt
na głowie to katorga dla karku. Tutaj po prostu zapominasz, że masz coś założone.

Wizjer z soczewką umieszczony jest na regulowanym zawiasie. To banalnie proste, ale kluczowe rozwiązanie – jednym ruchem odchylasz szkło do góry, kiedy musisz zerknąć na projekt 3D
w komputerze, sprawdzić referencje historyczne, albo po prostu napić się kawy.

Werdykt

Jeśli Twój warsztat to połączenie klasycznego modelarstwa, precyzyjnego malowania i milimetrowych waloryzacji, to narzędzie po prostu musi nadążać za Twoimi oczami. Vallejo T14001 to sprzęt,
który nie przeszkadza w pracy, ratuje wzrok i pozwala wyciągnąć maksimum detalu z każdej "trzydziestki piątki". W budżecie do 100 zł trudno o lepszą inwestycję w komfort klejenia.
Wasze oczy (i Wasze modele) Wam podziękują.

Od pancerki po deproniaki – elektronika pod kontrolą

Choć gąsienice i wieże czołgów to jedno, to w moim warsztacie równie często ląduje depron.
Przy budowie kolejnego motoszybowca z autorskiej serii ToTo, zawsze przychodzi ten moment,
w którym rzucamy nożyk tapicerski i musimy zająć się precyzyjną elektroniką. I tu znowu lupa Vallejo pokazuje pazur. O ile samo wycinanie wręg nie wymaga mikroskopu, o tyle już lutowanie wtyczek
o mikroserw czy przedłużanie cienkich przewodów sygnałowych – zdecydowanie tak.

Przy zastosowaniu soczewek 2.5x lub 3.5x kontrola punktów lutowniczych na mikroskopijnych płytkach czy stykach zasilania to czysta przyjemność. Dokładnie widać, czy cyna dobrze rozlała
się po padzie i czy przypadkiem nie zrobiliśmy zimnego lutu, który mógłby kosztować utratę modelu
w powietrzu. Lupę doceniłem też przy dłubaniu w samych nadajnikach – niezależnie czy akurat serwisowałem wnętrze Multiplexa, czy sprawdzałem styki w JR. Odchylasz wizjer, lutujesz, opuszczasz, żeby skontrolować spoinę – wszystko płynnie, bez bólu karku i bez mrużenia oczu.




Polecam z czystym sumieniem.