Pokazywanie postów oznaczonych etykietą triki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą triki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 lipca 2026

Mieszadło do farbek

 


Czołgiem modelarska braci! Słuchajcie, jak się od lat lepi pancerkę w 1:35 i wiatraki czy rury (samoloty), to przez warsztat przechodzą setki słoiczków i buteleczek. Tamiya, puszeczki starych emalii Humbrola, czy „kroplomierze” Vallejo i AK Interactive – wszystko to ma jedną wspólną, irytującą cechę: pigment z czasem opada na dno jak cement, a na górze zostaje sam nośnik. Ile to już wykałaczek, starych pędzli i metalowych szpachelek w życiu pogiąłem na rozbijaniu tego gluta na dnie...

Niedawno na mój blat trafiło elektryczne mieszadełko Trumpeter 09920 (z serii Master Tools). Przetestowałem to ustrojstwo i zapraszam więc na krótką recenzję okiem praktyka.

Co w pudełku? (Opis i pierwsze wrażenia)

Sprzęt przychodzi w prostym blistrze. Jest to bardzo zgrabny kawałek plastikowego chwytu
z wbudowanym silniczkiem oraz prętem ze stali nierdzewnej, zakończonym profilowaną, nacinaną „koronką” służącą do rozbijania farby. Urządzenie zasilane jest dwoma zwykłymi bateriami AA (tzw. paluszkami, których w zestawie nie ma). Włącznik to klasyczny, plastikowy suwak na boku obudowy. Brak tu jakiejkolwiek regulacji obrotów – sprzęt działa zero-jedynkowo: albo stoi, albo kręci się na pełnych obrotach.

Zastosowanie na warsztacie (Jak to gada przy farbach?)

Urządzenie chrzest bojowy przeszło w słoiczku 10 ml od Tamiyi (Tamiya Acrylic) i Humbrola.
Powiem Wam – rewelacja. Mieszadło wchodzi swobodnie do słoiczka i w 10–15 sekund robi z rozwarstwionej, starej farby idealne, jednorodne mleko prosto pod aero. Z emaliami Humbrola i Revella w puszkach, które leżały u mnie kilka lat i zamieniły się w skałę podlaną olejem, też daje sobie świetnie radę, omijając konieczność ręcznego "dziabania".

Schody i nerwy zaczynają się, gdy chcemy wymieszać akryle z Hiszpanii (Ammo by Mig, Vallejo,
AK Interactive) w typowych buteleczkach 17 ml z zakraplaczem ("dropper bottles").

Plusy (+)

  • Ogromna oszczędność czasu: Koniec z trzepaniem słoiczkiem przez 5 minut (nawet wrzucenie kulek łożyskowych ze stali nierdzewnej nie zawsze dawało radę starym farbom). Wrzucasz mieszadło i masz pewność, że na dnie nie został gęsty pigment. Do precyzyjnego malowania aero (np. przy preshadingu), gdzie idealna proporcja i gęstość farby to podstawa, jest to narzędzie bardzo przydatne.

  • Banalne czyszczenie: Ja wyciągając kręcące się mieszadełko ze słoiczka zwalniam ruch, żeby siła odśrodkowa zrzuciła farbę wewnątrz słoiczka. Następnie od razu wkładam końcówkę
    do starego słoika po dżemie, w którym trzymam "brudny" Wamod albo Leveling Thinner, uruchamiam na 2-3 sekundy i metalowy pręcik jest krystalicznie czysty.

  • Odporność materiałów: Pręcik ze stali nierdzewnej nie wchodzi w reakcję z agresywną celulozą ani żadnymi rozcieńczalnikami na bazie zmywaczy.

Minusy (-)

  • Zbyt gruba końcówka! To największa wada, szeroko komentowana na forach modelarskich. Metalowa koronka mieszająca od Trumpetera jest dosłownie o ułamek milimetra za szeroka,
    by przejść przez szyjkę buteleczek z zakraplaczem (Vallejo/AK/Ammo/SMS). Rozwiązanie? Wielu z nas bierze w dłoń Proxxona czy Dremela i po prostu delikatnie zeszlifowuje krawędzie końcówki, aż wejdzie. Narzędzie wciąż działa poprawnie, ale niesmak po stronie projektantów zostaje.

  • Brak potencjometru / regulacji obrotów: Mieszadełko ma tylko jedne obroty i kręci bardzo szybko. Przy pełnym po brzegi słoiczku istnieje spore ryzyko wychlapania farby na matę do cięcia. Poza tym przy małych, blaszanych puszkach Revella, trzeba je mocno trzymać w palcach – inaczej puszka zacznie Wam wirować razem z mieszadłem.

  • Toporny włącznik: Wsuwany pstryczek wymaga użycia nieco siły. Idealny w takim sprzęcie byłby włącznik typu „push” na samym czubku (wciskasz palcem wskazującym – działa, puszczasz – staje w miejscu).

  • Brak momentu obrotowego w skrajnym "glucie": Przy bardzo gęstych maziach
    (np. gdy na dnie farba zamieniła się niemal w gumę) silniczek zaczyna mocno zwalniać i widać, że brakuje mu trochę siły.

Werdykt i opinia końcowa

Czy warto położyć na to narzędzie koło 35-40 złotych?

Na polskich i zagranicznych forach modelarskich przy tematach o mieszaniu farb zazwyczaj jako pierwszy pada argument: "A po co? Przecież spieniacz do mleka z Ikei za 7 złotych z uciętą sprężynką robi to samo!". I jest w tym sporo prawdy, sporo z nas tak zaczynało. Jednak Trumpeter 09920 to rozwiązanie sztywniejsze, gotowe z pudełka (jeśli nie używamy buteleczek Vallejo) i znacznie mniej "bijące" na boki niż tanie spieniacze do kawy.

Ostatecznie: Jeśli twój arsenał to w większości farby w słoiczkach (Tamiya, Gunze, AK Real Colors, Tamiya Enamel, mr. Paint) – jest to sprzęt, który zdecydowanie ułatwi Ci życie. Gwarantuje idealnie roztarty pigment, co przy malowaniu subtelnego cieniowania w skali 1:35 jest absolutnie kluczowe.
Jeśli jednak malujesz wyłącznie hiszpańskimi akrylami z "kroplomierza", z miejsca przygotuj się na tuning metalowej końcówki mini-szlifierką.

Dla mnie, mimo drobnych wad projektowych, urządzenie jest na stałe podpięte do stanowiska
i zapomniałem już o ręcznym dłubaniu w farbach.

Polecam z czystym sumieniem.




wtorek, 28 lipca 2026

Markery AK Interactive

 


Jako modelarz, który w skali 1:35 skleił i pomalował już niejedną bryłę plastiku – od wczesnych Panzerów po nowoczesne Abramsy – doskonale wiem, że każdy nowy specyfik na rynku budzi
u nas tyle samo ekscytacji, co sceptycyzmu.

Czym są Real Colors Markers?

To w założeniu farby z cenionej palety Real Colors (słynącej z doskonałego krycia i świetnej zgodności historycznej, m.in. RAL, Federal Standard), ale zamknięte w formie wygodnych pisaków z pompką. Mają za zadanie przyspieszyć pracę i wyeliminować konieczność odpalania aerografu lub brudzenia palety do najdrobniejszych detali.

Jak to wypada w praktyce pancernej 1:35? Społeczność ma na ten temat wyrobione zdanie.

Flamastry, czy też markery te sprzedawane są pojedynczo, jak i też w kompletach trójkolorowych
pod konkretne zastosowania, np. zestaw o numerze AKI-RCM101 dedykowany jest do malowania wszelkiego wyposażenia typu narzędzia, kilofy, łopaty itd.

Na dzień dzisiejszy tych zestawów mamy kilka, dostępne w większości sklepów modelarskich.

Zalety: Co gra i buczy w warsztacie?

  • Zgodność kolorystyczna z paletą: To największy atut. Jeśli bazę na swoim T-34 malowałeśz buteleczki Real Colors 4BO, to marker w tym samym kolorze będzie idealnym odpowiednikiem. Genialne do szybkich poprawek po przypadkowym zadrapaniu modelu pęsetą.

  • Malowanie detali (OVM): Modelarze pancerni uwielbiają je do malowania trzonków łopat, gaśnic, lewarów czy kilofów (On-Vehicle Material). Końcówka markera pozwala na precyzyjną aplikację bez ryzyka zalania detalu.

  • Bandaże kół jezdnych: Zmora każdego, kto lepi Shermany, Panzer III/IV czy współczesne wozy bojowe. Marker w kolorze Rubber Black pozwala objechać koła szybko, pewnie i bez konieczności mozolnego maskowania taśmą.

  • Podstawa pod chipping: Markery świetnie sprawdzają się do robienia większych, głębokich odprysków (np. Chipping Color). Można nakładać farbę punktowo, co daje dużą kontrolę nad "zużyciem" pancerza przed wjazdem z washem i pigmentami.

  • Brak zapachu i wygoda: Nie trzeba czyścić aerografu, rozcieńczać farby ani wietrzyć pokoju. Wstrząsasz, pompujesz końcówkę i malujesz.

Wady: Gdzie leży mina?

Duże powierzchnie odpadają: Zapomnij o pomalowaniu całej wieży Tygrysa czy kadłuba tym markerem. W skali 1:35 smugi są nieuniknione, a farba z markera nie ma szans ułożyć się tak gładko
i cienko jak mgiełka z aerografu.

Zbyt gruba warstwa: Jeśli nie będziesz uważać i dociśniesz końcówkę za mocno, farba potrafi "zalać" delikatne nity czy linie podziału blach. Pływalność farby prosto z pisaka bywa trudna do opanowania.

Zasychające końcówki: Typowa bolączka wszystkich markerów modelarskich. Jeśli zapomnisz zamknąć skuwkę na kilka minut, tip potrafi zaschnąć. Często trzeba go reanimować lub czyścić zmywaczem
(np. zmywaczem do lakierów celulozowych).

Kapryśne kolory jasne: O ile ciemne kolory (czernie, brązy, dunkelgelb) kryją świetnie,
o tyle biele czy jasne żółcienie bywają transparentne i wymagają nałożenia kilku warstw.

Werdykt dla skali 1:35

Czy warto? Opinia społeczności modelarskiej jest tutaj niemal jednogłośna: Tak, ale jako wsparcie,
a nie główne narzędzie.

Real Colors Markers od AK Interactive nie zrewolucjonizują Twojego warsztatu i absolutnie nie zastąpią dobrego aerografu i kompresora. Są jednak fantastycznym "narzędziem taktycznym".
Jeśli zależy Ci na czasie i irytuje Cię rozrabianie kropelki farby tylko po to, by pomalować gumy
na kołach nośnych, trzonki narzędzi czy zrobić kilka odprysków na włazie dowódcy – te markery sprawdzą się w 100%.

Warto kupić 3-4 podstawowe kolory (np. guma, stal/gunmetal, drewno, kolor bazowy Twojej ulubionej armii do wyprawek) i trzymać je pod ręką. Zdecydowanie ułatwiają i przyspieszają ten najbardziej żmudny etap wykończeniówki, zanim wejdziesz z ciężkim weatheringiem.


Polecam z czystym sumieniem.




wtorek, 21 lipca 2026

AK Interactive AK 11621 - malowanie figurek

 

Jako człowiek, który z niejednego słoiczka farbę pił i spędził przy matach samogojących całe dekady, wstawiłem na warsztat zestaw AK Interactive 11621 Flesh and Skin Colors 3G. Czasami jakiegoś "ludzika" wkładam do włazu "tanka" i stąd przy okazji tegorocznego bytomskiego festiwalu z pustymi ręcami nie wróciłem, kilka dukatów wydałem.   
Znamy dobrze chemię tej marki choćby z prac przy pancerce czy dioramach w 1:35, ale malowanie figurek – zwłaszcza ludzkiej skóry – rządzi się swoimi, bezlitosnymi prawami.

Trzecia Generacja: Rewolucja na palecie

Formuła 3rd Generation (3G) od AK to nie jest tylko chwyt marketingowy. W świecie malarzy figurkowych ten akryl zrobił spore zamieszanie. Zastosowana tu żywiczna baza sprawia, że farby
te zachowują się na włosiu znacznie przewidywalniej niż klasyczne "winylówki", eliminując wiele problemów z zasychaniem na obiekcie w trakcie precyzyjnego smyrania pędzlem.

Co kryje zestaw AK11621?

Zestaw ten to kompletny arsenał do wyprowadzania odcieni ludzkiej skóry – od bladych, zmęczonych twarzy rekrutów, po ogorzałych słońcem weteranów. Znajdziemy w nim zazwyczaj paletę idealnie skomponowaną pod technikę warstwowania (layering).

  • Kompozycja barw: Mamy tu zbalansowany wachlarz. Od głębokich cieni (Shadow), przez uniwersalne bazy (Base), aż po najwyższe rozjaśnienia (Light i Highlight). Producent pomyślał też o ciepłych tonach do ożywiania skóry (róże i czerwienie do laserunków na policzki, nosy czy usta).
  • Praca na mokrej palecie: To absolutny fundament dla figurkowca. Farby 3G z tego zestawu fenomenalnie znoszą rozcieńczanie wodą. Nie rozpadają się na pigment i spoiwo, co pozwala 
    na budowanie nieskończonej ilości półprzezroczystych warstw (glazur) i płynne przejścia tonalne
    na malutkich powierzchniach.
  • Wykończenie: Ekstremalny, głęboki mat. Skóra, która świeci się w nieodpowiednich miejscach, wygląda jak tania zabawka z plastiku. Ten zestaw gwarantuje, że światło odbija się tylko tam, gdzie sami je namalujemy, co dramatycznie podnosi realizm rzeźby.

Współpraca z aerografem

Choć zestaw jest stworzony pod precyzyjny pędzel, po odpowiednim potraktowaniu dedykowanym rozcieńczalnikiem (AK 3rd Gen Thinner) wyśmienicie współpracuje z aerografem. To idealna sprawa, gdy chcemy nałożyć równą bazę i wyznaczyć wstępny zenitalny światłocień (zenithal highlight)
na większych powierzchniach skóry lub popiersiach, przed przejściem do detali.

Zestawienie: Wady i zalety

Farby te cechują następującymi właściwościami :

  • Krycie - wybitne, nawet przy bardzo jasnych odcieniach, które w innych markach zazwyczaj kredą i słabo kryją.
  • Wykończenie - perfekcyjny mat, idealny do militarnych realiów, zero niepożądanego satynowego połysku.
  • Dozowanie - buteleczki typu dropper bottle to klasyka ułatwiająca precyzyjne odmierzanie kropli na paletę.
  • Wysychanie - na czubku cienkiego pędzla (np. 00 lub 000) farba potrafi niestety zaschnąć,
    przy skomplikowanych detalach warto ratować się retarderem (opóźniaczem).
  • Próg wejścia - mnogość odcieni wymaga zrozumienia teorii koloru i właściwego mapowania anatomii twarzy, co może przytłoczyć na start.

Jeżeli stawiasz na absolutny realizm i chcesz wyciągnąć maksimum ekspresji z żywicznych lub wtryskowych głów swoich załogantów, AK11621 to obecnie ścisła czołówka na rynku akryli. Konkurencja ma swoje kultowe odpowiedniki, ale mat, krycie i stabilność Trzeciej Generacji sprawiają, że budowanie gładkich przejść tonalnych staje się procesem niezwykle kontrolowanym.

To potężne narzędzie, które w rękach świadomego modelarza pozwala tchnąć w figurki prawdziwe życie. Zdecydowanie polecam dołączenie tego kompletu do warsztatowej szuflady.
Skoro już mamy otwarty warsztat i rozrobione farby na palecie, rozłóżmy ten zestaw na czynniki pierwsze. Kiedy obsadzasz włazy swoich czołgów i pancerki załogantami w 1:35, te kilka milimetrów kwadratowych twarzy robi całą robotę. Żeby "ludzik" nie wyglądał jak woskowa lalka,
musisz operować odpowiednim kontrastem, a paleta z zestawu AK11621 jest skomponowana idealnie pod taką wielowarstwową, rzeźbiarską pracę pędzlem.

Zestaw tworzy logiczny ciąg technologiczny, tzw. triadę (z rozszerzeniami), która prowadzi Cię za rękę od najgłębszego cienia po najostrzejsze światło. Oto jak rozkłada się charakterystyka i mechanika tych kolorów na mokrej palecie:

1. Kolory Bazowe (Flesh Base)

To Twój punkt wyjścia i fundament. Odcienie bazowe w tym zestawie mają idealnie zbalansowaną, neutralną tonację ludzkiej skóry. Nie są ani zbyt "świnkowo-różowe", ani chorobliwie żółte, co w tańszych farbach bywa zmorą.

    • Zastosowanie: Kładziesz to jako pierwszą, solidną warstwę (najlepiej na szary lub czarno-biały podkład zenitalny). Baza Trzeciej Generacji świetnie kryje, co pozwala szybko ustalić ogólny ton karnacji żołnierza bez zalewania detali rzeźby.

2. Cienie (Shadow / Dark Shadow)

To tutaj budujesz dramatyzm i osadzasz twarz w brutalnych realiach pola walki. AK postawiło na tony ziemiste, wpadające nieco w ciepłe, zgaszone brązy, a w najciemniejszych partiach subtelnie wpadające w fiolet/bordo.

    • Zastosowanie: Rozcieńczasz je mocniej (do konsystencji brudnej wody) i wpuszczasz w zakamarki: pod linię hełmu lub furażerki, w oczodoły, pod kości policzkowe, pod dolną wargę i na linię żuchwy.
W skali 1:35 musisz minimalnie przerysować te cienie, żeby rysy twarzy były czytelnie odcięte od bryły, gdy model stoi na półce.

3. Rozjaśnienia (Light Flesh / Highlight)

Skrajnie jasne odcienie, które w słoiczku mogą wydawać się wręcz białawe lub kościosłoniowe,
ale po wyschnięciu zachowują tę niezbędną kroplę "cielistości".

    • Zastosowanie: Służą do wyciągania detali i wolumetrii. Aplikujesz je punktowo na najwyższe partie anatomii: grzbiet nosa, łuki brwiowe, szczyty kości policzkowych i czubek brody. Dzięki ekstremalnemu matowi żywicy 3G, te rozjaśnienia się nie świecą, dając genialny efekt naturalnej, suchej i matowej skóry wystawionej na ostre słońce.

4. Tony Ożywiające (Reddish/Glaze Tones)

Dobra paleta do inkarnacji zawsze posiada odcień przełamany głęboką czerwienią lub ciepłym różem, który służy do przełamywania monotonii.

    • Zastosowanie: To jest ten warsztatowy "sekretny składnik", który sprawia, że plastik zaczyna oddychać. Używasz go jako ekstremalnie rzadkiego laserunku (glaze'a). Delikatnie "smyrasz" nim policzki, nos (szczególnie u weteranów na froncie wschodnim, smaganych wiatrem i mrozem),
knykcie dłoni zaciśniętych na włazie i dolną wargę. To przywraca krążenie krwi pod namalowaną warstwą.

Pytasz o rozcieńczalnik... Słuchajcie, to jest pytanie, które na forach modelarskich wywołało więcej wojen i banów niż wszystkie dyskusje o właściwym odcieniu niemieckiej szarości pancernej razem wzięte.

Z farbami AK 3rd Generation – a to właśnie ta chemia siedzi w słoiczkach zestawu AK11621 – sprawa wygląda tak, że ta nowa żywiczna baza nie wybacza radosnej twórczości młodego chemika.

Oto co konkretnie musisz postawić na blacie:

1. Dedykowana chemia: AK11500

Jeśli musisz farbę mocniej rozbić, potrzebujesz wydłużyć jej czas schnięcia (bo na czubku cienkiego pędzla potrafi złapać w ułamek sekundy) albo chcesz przepuścić bazę przez aerograf, to na stół wjeżdża tylko jeden, słuszny zawodnik:

  • AK Interactive 3rd Generation Thinner (kod: AK11500)

To jest dedykowany specyfik, który nie łamie struktury tej żywicy. Kiedyś, w czasach modelarskiej młodości, byłem cwaniakiem, chciałem przycebulić i lałem do akryli różne warsztatowe wynalazki: wódkę, płyn do szyb, zmywacz do paznokci. Efekt? Farba ścinała się w aerografie w gluta przypominającego zepsuty twaróg, a zeskrobywanie tego z igły zajmowało mi więcej czasu,
niż zaprojektowanie w 3D i wydrukowanie całego stojaka do malowania modeli. Bierz AK11500.
Jedna butelka starczy Ci na lata robienia twarzy.

2. Praca pędzlem (Mokra paleta)

Pamiętaj o jednym – jeśli operujesz pędzlem na mokrej palecie (a przy figurkach w 1:35 inaczej się nie da, jeśli to ma wyglądać ludzko), głównym rozcieńczalnikiem jest... zwykła woda. Taka z kranu, ewentualnie demineralizowana, jeśli masz u siebie w rurach sam kamień. Kropelka wody genialnie upłynnia ten akryl i pozwala budować te wszystkie niesamowite, półprzezroczyste cienie pod oczami.

3. Tego unikaj jak ognia!

  • Wszelkie "Leveling Thinnery" (np. żółta nakrętka od Mr. Hobby) – kochamy je do lakierów i podkładów, ale te akryle od AK po prostu się w nich zwarzą.

  • Nitro, spirytus, zmywacze WAMOD – to służy wyłącznie do brutalnego czyszczenia sprzętu na koniec dnia, chyba że masz fantazję stopić swojemu figurantowi plastikową twarz.

Słowo z warsztatu na koniec.

Kluczem do sukcesu z kolorami z tego zestawu jest praca na półprzezroczystych warstwach.
Nigdy nie kładź ekstremalnych cieni i świateł bezpośrednio ze słoiczka obok siebie. Zawsze mieszaj na palecie kolor bazowy z cieniem oraz bazowy z rozjaśnieniem, budując płynne mosty tonalne.
Akryle z serii 3G od AK Interactive wybaczają bardzo wiele, ale zdecydowanie kochają mokrą paletę i precyzyjną pracę warstwami!. Figurkowcem jestem raczej marnym, albo mi te "gnidy" wychodzą zezowate, albo uśmiechnięte, ale ten zestaw to był strzał w dziesiątkę.




Polecam z czystym sumieniem.




poniedziałek, 20 lipca 2026

AK Interactive AK 557 - malowanie gąsienic

 

Kiedy masz już ogarnięty temat podkładu i przyczepności, można przejść do właściwego malowania.
I tu na scenę wkracza zestaw AK Interactive AK 557 Tracks & Wheels.
Z punktu widzenia warsztatu 1:35, malowanie układu jezdnego – czy to w klasycznym T-54,
czy w zachodnich konstrukcjach – to zawsze żmudny proces. Zamiast tracić czas na mieszanie idealnego "gumowego czarnego" z podstawowych kolorów, wielu modelarzy sięga po gotowce.
Ten konkretny zestaw AK (choć powoli wypierany z rynku przez nowszą generację farb 3Gen)
to klasyk, który wciąż zalega w wielu modelarskich szafkach.
Oto spojrzenie na to, co kryje to pudełko i jak wyciągnąć z niego maksimum możliwości.

Co znajdziemy w środku?

Zestaw składa się z 6 buteleczek o pojemności 17 ml z zakraplaczem. Są to farby akrylowe:

  • AK-719 Satin Black: Klasyczna satynowa czerń, rzadko używana w czystej postaci na pancerce, ale przydatna do detali.
  • AK-720 Rubber / Tires: Absolutny hit. Off-black, czyli ciemnografitowy, złamany odcień czerni. Opona czy bandaż koła nośnego pomalowany czystą czernią wygląda sztucznie; ten kolor daje idealny efekt wulkanizowanej gumy.
  • AK-721 Rusty Tracks: Rdzawy brąz z czerwonawym tonem, świetny do wyciągania starych nalotów na gąsienicach.
  • AK-722 Dark Tracks: Bardzo ciemny brąz. To jest Twój "wół roboczy" – idealny kolor bazowy dla stali, która przeszła swoje w błocie i wodzie.
  • AK-723 Dust oraz AK-724 Dry Light Mud: Dwa jasne, ziemiste odcienie do budowania pierwszych warstw kurzu i zaschniętego błota.

Zalety:

To zestaw kompletny pod względem tonacji. Kolory są dobrane perfekcyjnie – od bazy, przez detale (guma), aż po pierwsze etapy weatheringu. Mając zmontowane długie gąsienice (szczególnie te pracujące), wrzucenie ich na własnoręcznie zaprojektowany w SketchUpie i wydrukowany z żywicy stojak malarski niesamowicie ułatwia pracę. Wtedy wystarczy naładować aerograf kolejnymi kolorami z tego zestawu i malować bez brudzenia rąk.

Wady:

Jest to starsza generacja akryli AK (nie mylić z najnowszą serią 3Gen z czarnymi nakrętkami, która ma poprawioną formułę). Wymagają one nieco uwagi przy malowaniu aerografem – lubią przysychać na iglicy przy zbyt dużym ciśnieniu. Warto je dobrze rozcieńczyć dedykowanym thinnerem AK i dodać kropelkę opóźniacza (retardera). Jeśli chodzi o malowanie pędzlem detali (np. bandaży kół),
farba z zestawu AK 557 może wymagać kilku bardzo cienkich warstw, by nie zostawić smug.

Opis zastosowania – Krok po Kroku

Jak wykorzystać ten zestaw w wieloetapowym procesie wykańczania układu jezdnego?

  1. Baza na gąsienice: Po użyciu podkładu (np. wspomnianej wcześniej Tamiyi 87152
    na winyle),wlej do aerografu AK-722 Dark Tracks. Pokryj równomiernie cały pasek gąsienic.
    Ten ciemny brąz imituje utlenioną, brudną stal i stanowi idealne tło, na którym rdza i błoto będą dobrze kontrastować.

  2. Rdzewienie: Mocno rozcieńcz AK-721 Rusty Tracks (do konsystencji niemalże brudnej wody).

  3. Nanieś aerografem punktowo w zagłębieniach ogniw, albo "wetrzyj" pędzlem metodą pół-suchego pędzla na krawędziach, żeby zróżnicować powierzchnię bazy.

  4. Bandaże kół (Gumy): Kiedy pomalujesz koła jezdne w kolorze kamuflażu czołgu, weź precyzyjny pędzelek i użyj AK-720 Rubber / Tires na elementach gumowych. Farba schnie do ładnego, głębokiego matu.

  5. Błoto i Kurz (Akrylowa baza): Użyj farb Dust (723) i Dry Light Mud (724). Rozcieńcz je mocno
    i "mgiełką" z aerografu nałóż na dolne partie kadłuba oraz w zakamarki gąsienic.

Uwaga: To są akryle. Zrobią doskonałą "kolorystyczną bazę", ale nie stworzą struktury przestrzennej. Prawdziwe, grube błoto czy przestrzenny kurz zrobisz na kolejnym etapie, używając specyfików emaliowych (np. z serii AK Enamel) i suchych pigmentów wcieranych w model.

Zestaw AK 557 to bardzo logicznie poukładana paleta. Zamiast otwierać dziesięć słoiczków z różnych parafii, masz wszystko pod ręką do stworzenia przekonującego, stalowo-gumowo-brudnego fundamentu pod ostateczny weathering układu jezdnego.


Polecam z czystym sumieniem.



niedziela, 19 lipca 2026

Tamiya Primer - malowanie gąsienic

 


Z cyklu "muszę to mieć", zakupiłem już dość dawno zaraz po tym jak pojawił się ten specyfik w ofercie Tamiyi jakiś rok temu i .... jestem bardzo zadowolony. Wreszcie mogę coś o nim napisać.

Każdy, kto zajmuje się pancerką, wie, że łączenie różnych materiałów to chleb powszedni. Czasami na warsztacie ląduje klasyk w rodzaju T-54, gdzie obok standardowego polistyrenu pojawiają się gumowe lub winylowe gąsienice, miękkie wężyki, wszechobecne polycapy czy nawet detale z elastycznych żywic z drukarki 3D. Tu właśnie wkracza Tamiya 87152 Primer for Nylon & Polipropylene.

Czym jest Tamiya 87152?

To specjalistyczny, płynny podkład, stworzony wyłącznie po to, by rozwiązać jeden z największych koszmarów modelarza: brak przyczepności farby do tworzyw o niskiej energii powierzchniowej.

Zwykły surfacer czy podkład akrylowy łuszczy się z nylonu, polipropylenu (PP) czy polietylenu (PE) przy najmniejszym wygięciu. Tamiya 87152 działa jak agresywny promotor adhezji – wżera się w mikropory elastycznych plastików, tworząc stabilną bazę pod właściwe malowanie z użyciem aerografu lub pędzla.

Główne zalety i wady w pancerce 1:35

Zalety:

  • Zwiększona przyczepność: Koniec z odpryskującą farbą z "gumisiów" (winylowych gąsienic) podczas zakładania ich na koła napędowe.

  • Wielozadaniowość: Świetnie sprawdza się nie tylko przy fabrycznych winylach, ale też przy elementach drukowanych w 3D z żywic typu flex lub tough, które bywają oporne na standardowe podkłady.

Wady:

  • Agresywna chemia: Śmierdzi. To produkt na bazie mocnych rozpuszczalników, więc dobra wentylacja warsztatu to podstawa.

  • To nie jest surfacer: Ten primer nie wypełnia rys i nie wyrównuje powierzchni. Jest przezroczysty / półprzezroczysty i służy wyłącznie jako warstwa sczepna. Po wyschnięciu daje błyszczącą powierzchnię. Na niego i tak musisz położyć właściwy podkład (np. szary Tamiya Surface Primer lub Mr. Surfacer) albo bezpośrednio farbę bazową.

Jak tego używać? (Instrukcja krok po kroku)

Kiedy przygotowujesz się do wieloetapowego malowania i weatheringu, ten primer wymaga nieco innego traktowania niż klasyczne podkłady.

1. Odtłuszczanie (Absolutny fundament) Elastyczne gąsienice i polycapy prosto z pudła są często pokryte tłustym środkiem antyadhezyjnym z form wtryskowych. Umycie ich w letniej wodzie z płynem do naczyń (lub delikatne przetarcie zmywaczem wamodu/benzyną ekstrakcyjną, jeśli tworzywo na to pozwala) to krok zerowy. Jeśli pominiesz ten etap, Tamiya 87152 zamknie brud pod spodem,
a farba i tak zejdzie.

2. Stabilizacja elementów Zanim zaczniesz, zamocuj wiotkie elementy. Wrzucenie długich gąsienic czy małych, elastycznych wężyków na dedykowany stojak malarski bardzo ułatwia sprawę – unikniesz dotykania palcami powierzchni zaraz po nałożeniu chemii.

3. Aplikacja

  • Bardzo prosta, primer sprzedawany jest w formie sprayu, nanosimy z odległości około 15-20 cm równo po całej powierzchni elementów dbając o równą warstwę bez zacieków. 

4. Schnięcie i kolejne warstwy Odczekaj kilkanaście do kilkudziesięciu minut. Tworzywo zrobi się lekko matowe/tępe w dotyku. Teraz możesz bezpiecznie załadować aerograf właściwym podkładem (np. tlenkowym podkładem pod czołg) i kontynuować standardowe techniki – nakładać bazy akrylowe, lakiery bezbarwne, a potem filtry, washe i pigmenty.

Werdykt

Dla modelarza budującego pancerkę 1:35, Tamiya 87152 to specyfik z kategorii "nie używam codziennie, ale jak trzeba, to ratuje życie". Znacznie ułatwia proces malowania pojazdów, w których gąsienice lub osłony jarzma działa są odlane z problematycznych, elastycznych polimerów.
To doskonałe uzupełnienie warsztatu obok tradycyjnych surfacerów, pozwalające uniknąć frustracji na końcowych etapach brudzenia modelu.

Polecam z czystym sumieniem.



niedziela, 8 lutego 2026

Niemce we wiosce

Po starym i leciwym zestawie TAMIYI Hanomag Sdkfz 251 zostały mi "ludziki", może najwyższego lotu nie są, ale postanowiłem coś z tym zrobić.


Kawałek styroduru na podkładkę, z tego też powstał ceglany murek, trochę desek po lodach, jakieś resztki z innych modeli z okresu WWII takie jak beczka, skrzynka narzędziowa.
Niemcy malowani starymi Humbrolami, reszta, czyli ziemia, deski, mur itd to Tamiye. Ramka z listew pozyskanych w kościele pod wezwaniem świętego Castorama.









wtorek, 27 stycznia 2026

ToTo-33 Zero - model treningowy - uzupełnienie.

Przedstawiam uzupełnienie dla modelu ToTo-33 Zero. Jako że platforma ma być uniwersalna, dlatego też dorobiłem mu usterzenie motylkowe zwane też usterzeniem Rudlickiego.

ToTo-33 Radiomaster TX16

Na poniższych fotografiach rysunki projektu, wydruków itd. Myślę że objaśnianie na tym poziomie zaawansowania chyba nie jest potrzebne, wystarczy wydrukować, skleić lub też skręcić ze sobą obie połówki usterzenia i zamontować je w samym kadłubie. Połówki możemy ze sobą złączyć z pomocą dwóch kawałków filamentu, z którego model będzie drukowany.
Stosowne otwory montażowe są gotowe.  


ToTo-33 Radiomaster TX16

ToTo-33 Radiomaster TX16

ToTo-33 Radiomaster TX16

ToTo-33 Radiomaster TX16

ToTo-33 Radiomaster TX16

Gdyby ktoś był chętny to pliki stl można pobrać z adresu : https://motylasty.pl/toto33.html

niedziela, 25 stycznia 2026

Temu wiertarka.

 Wiertarka z Aliexpressa – czyli jak NIE potrzebowałem, ale KUPIŁEM

Mini wiertarka Temu

Proszę państwa…Ja mam 32 wiertarki. Trzydzieści. dwa. Bo kto debilowi zabroni być bogatym ?
Bo są potrzebne, bo różne dziury mam do zrobienia, bo w różnych materiałach, bo nie samymi szpilkami człek żyje. To nie jest warsztat, to jest schron przeciwatomowy dla wierteł.

I wtedy… reklama ALIEXPRESSA.

Ta reklama nie pyta „czy potrzebujesz?”. Ona wie, ona jest pewna. Ona mówi: „ilu byś nie miał wiertarek, właśnie tej potrzebujesz w tej chwili, umysł i rozsądek  z tym nie ma nic wspólnego, otwórz swe serce” No więc wydałem jakieś czterdzieści dukatów, żeby „zapoznać się z nową wiertareczką”.

Zapoznać się! Jakby to była randka, a nie chińskie narzędzie, które przychodzi statkiem wolniej niż list gończy.

Na zdjęciach? CUDO

Błękitny kolor – taki „elektryk po terapii”.
Kompaktowa – jakby ktoś skurczył wiertarkę w pralce
Cała metalowa – bo jak metal, to od razu męsko.
I borkop z kluczem – od 0,3 do 4 mm…
Czyli chirurgia precyzyjna, a nie wiercenie.

No i teraz kluczowy moment: dwa piwa Karmi. Bezalkoholowe, ale umysł już na urlopie.
Spity jak pawian sokiem bananowym klikam: KUP TERAZ. Czy jakoś tak, wpadło do koszyka.
Pyk. Konto: „było miło”.

A ja przez kilka dni:

  • bieganie do okna
  • nasłuchiwanie kuriera
  • brak snu

Jakbym czekał na pierwsze dziecko, a nie wiertarkę z Aliexpressu, albo jakiegoś Temu.
Przychodzi. Pudełko… Kartonu tyle, co honoru u "pisowca".
Jakość taka, że jakbyś kichnął, to by się samo otworzyło.
Mówię: dwa prochy na uspokojenie, dwie zdrowaśki i rozpakowuję.

Wew środku:

  • instrukcja (taka, że bardziej filozoficzna)
  • wiertarka
  • zasilacz
  • klucz

Biorę do ręki…

I mówię: oho!
Leży dobrze.
Ciężar ma – jak Kałasznikow w wersji mini.
Czuć solidność.
Zasilacz za to malutki, kabelki krótkie… No ale wiadomo – Ali.

Tu wszystko jest „na styk”, jak budżet pod koniec miesiąca.

Dane techniczne?

Brzmią jakby ktoś je pisał po trzech energetykach:

  • 3 do 12V
  • 2A
  • płynna regulacja
  • wiertła od mikroskopu do „może się uda”, czyli od 0.3 do 4 mm średnicy

Jak pracuje?

Krótka obudowa – super do ciasnych miejsc.

Wyłącznik z tyłu…

BO OCZYWIŚCIE.

Zawsze tam, gdzie nie chcesz. Pisałem o tym w artykule o "pedale".

Leży stabilnie, moment obrotowy jest.

Wierciłem plastik, drewno, frezowałem, szlifowałem…

I teraz najlepsze :
DZIAŁA.
Nie wybuchła.
Nie spaliła się.
Nie uciekła do Chin.


Mini wiertarka Temu

Mini wiertarka Temu

Czy potrzebowałem 33. wiertarki?    NIE.
Czy jestem zadowolony? ................. TAK. I to jest najgorsze.




niedziela, 11 stycznia 2026

Pedał modelarski

 Pedał. Tak. Normalny, faktyczny, rzeczywisty i najprawdziwszy. Pedał.


Zanim ktoś się zagotuje – spokojnie. Nie dzwonimy po prawnika, nie wzywamy Twittera, nie robimy marszu oburzonych i goownoburzy na Szajsbooku. Mówię o peda­le. Tym do naciskania nogą. Mechanicznym. Legalnym. Bez poglądów i orientacji.
Bo ja jestem prostym człowiekiem. Jak coś ma nazwę, to ją stosuję. To jest pedał. Jak młotek – młotek. Jak wiertarka – wiertarka. Jak ja w poniedziałek – wrak człowieka.
I teraz pytanie: po co mi pedał?
Otóż, drogie państwo, jeśli jesteś modelarzem, majsterkowiczem albo twórcą ludowym z YouTube’a,
to znasz ten dramat. W jednej ręce trzymasz element, w drugiej szlifierkę, a w trzeciej… no właśnie, nie masz trzeciej ręki, bo nie jesteś ośmiornicą ani politykiem.
A włącznik? Oczywiście, że od dupy strony. Zawsze. Co pokazałem na fotografiach poniżej.
Projektanci tych narzędzi muszą być ludźmi, którzy w życiu niczego nie używali. Oni projektują włączniki tak, jakby mówili:
– „A teraz, użytkowniku, pokaż swoją zręczność. Zrób jogę palców. Udowodnij, że zasługujesz na 10 tysięcy obrotów.”

Bo najpierw :
  • włącz,
  • ustaw obroty,
  • nie upuść modelu,
  • nie przewierć sobie dłoni,
  • nie zrób z palca kiełbasy krakowskiej.

A to są maszyny wysokoobrotowe. One nie startują jak diesel zimą. One idą od zera do „chirurgia plastyczna” w pół sekundy.
I często jest tak, że lepiej wpierw przyłożyć narzędzie, a dopiero potem je uruchomić.
Ale wtedy… brakuje tej jednej, magicznej kończyny. Trzeciej ręki. Albo i czwartej – zależy od poziomu stresu. Olśniło mnie, bo akurat zgarbiony zerkałem jak mi nogi śmierdzą.
Przecież maszyny do szycia tak działają!
Ręce wolne, nogi pracują, a głowa… no, głowa i tak jest zajęta myśleniem, czemu znowu coś spierd…liłem.

Proces myślowy przeszedł w proces zakupowy.

Udałem się do kościoła pod wezwaniem świetnego Castorama.
Tam, przy ołtarzu pełnym dewocjonali o duchowości elektrycznej, dokonałem wyboru,
przy wyjściu z owego kościoła uiściłem stosowną ofiarę bliską naturze wymiany handlowej,
ciężko zarobione dukaty za kabel, wtyczkę, gniazdko i przycisk dzwonkowy w wersji dla ubogich,
bez ramki, bo ramki są dla burżujów. „ A paragon to se wsadźcie „ - pomyślałem, szczęść Bosh-e.

Wróciłem do swej stajenki modelarskiej, odpaliłem mózg elektronowy, SketchUp poszedł w ruch.
Szybki szkic. Projekt pedała.  Bambus. Drukarka 3D.
W tle warstwy natury muzycznej, by przyćmić delikatny i zarazem ożywczy szelest Bambusa  Kraftwerk – „Tour de France”, bo rowery, a jak rowery to i pedały muszą być. 
Klimat jak w enerdowskim laboratorium Trabanta lat 80, tylko piwo cieplejsze, znaczy piwo normalne tylko zawarty w nim bezalkohol jakiś taki cieplejszy był.

Kolory?
Czarno-czerwone.
Żeby pasowało. Do wszystkiego.
I do… no… powiedzmy… , co najważniejsze – do wysokich czarno czerwonych szpilek Christian Loubotin😏. Jak poprosicie to fotkę wstawię.

I jak to działa?. No jak?
Ruki swabodnyje!, Ręce wolne, noga klika, narzędzie rusza wtedy, kiedy ja chcę.
Zero gimnastyki, zero stresu, zero modlitw do patrona modelarzy.
Morał?
Czasem rozwiązanie problemu nie leży w rękach. Czasem… leży pod stołem.

Pedał elektryczny modelarski.
Elementy projektowane, ramka, obudowa górna i podstawa.

Pedał elektryczny modelarski.
I wszystkie mają włączniki od dupy strony.

Pedał elektryczny modelarski.
Części składowe.

Pedał elektryczny modelarski.
Po zmontowaniu.


Dziękuję B... wiadomo za co :), dobranoc i moc pozdrowień dla środowisk ge….jowskich. 

Projektantów Proxxona, Dremela, Parksidea i innych pozdrowię, jak w końcu zamontują ten cholerny włącznik tam gdzie ma być, czyli pod palcem – no tym od grzebania w nosie.

poniedziałek, 29 grudnia 2025

ToTo-33 Zero - model treningowy.

Postanowiłem pójść swym "strachom" związanym z programowaniem i konfiguracją Radiomastera
TX-16 na przeciw.

ToTo-33 Radiomaster TX16
Wielkość modelu.

ToTo-33 model do treningu ustawień i programowania aparatur.

Rozkładanie niemal trzymetrowego motoszybowca w warunkach domowych — w salonie, kuchni czy nawet w modelarni — stanowi dla modelarza niemałe wyzwanie. Tymczasem właśnie w takich warunkach najczęściej wykonujemy kluczowe czynności przedoblotowe: programowanie aparatury, kontrolę kierunków wychyleń, ustawienia serw, regulację miksów oraz testy faz lotu. Podobna sytuacja występuje przy kończeniu budowy nowego modelu — już samo wstępne zaprogramowanie nadajnika potrafi być frustrujące, a poziom komplikacji gwałtownie rośnie w momencie wprowadzania zaawansowanych konfiguracji, takich jak zmienne fazy lotu czy nietypowe układy sterowania.

Z myślą o tych pracach postanowiłem zaprojektować i zbudować model „uniwersalny”, pełniący rolę platformy treningowej. Założenie było proste: odbiornik wraz z całą konfiguracją aparatury przygotowuję na tym modelu, a następnie — już w pełni zaprogramowany — przenoszę do docelowej konstrukcji.

Dysponując kilkoma zapasowymi serwami zalegającymi w szufladzie „na wszelki wypadek”, początkowo rozważałem wykonanie modelu z depronu. Jednak dostęp do kilku drukarek 3D
w mojej modelarni przesądził sprawę — projekt powstał w SketchUpie, a przy okazji był dobrą okazją do przetestowania nowej drukarki Bambu Lab, która niedawno zasiliła mój park maszynowy.

Model zaprojektowano pod popularne serwa klasy 9 g, konkretnie TowerPro SG90. Kluczowym założeniem konstrukcyjnym była maksymalna uniwersalność. Konstrukcja umożliwia szybką zmianę konfiguracji — od klasycznego usterzenia poziomego, przez układ V, aż po konfigurację kaczki.
Model jest w pełni rozkładalny, co znacząco ułatwia testy różnych układów sterowania.

Dodatkowym elementem jest stabilna podstawa montażowa, zapewniająca pewne ustawienie modelu podczas programowania oraz miejsce na odbiornik i źródło zasilania. Wszystkie powierzchnie sterowe — lotki, klapy oraz stery — są napędzane niezależnymi serwami, co pozwala na pełną symulację rzeczywistych konfiguracji modeli RC.

Priorytetem była prostota montażu: brak klasycznych zawiasów, dodatkowych orczyków, klejenia czy skomplikowanych połączeń mechanicznych. Serwa montowane są na wcisk lub przykręcane, a całość opiera się wyłącznie na elementach drukowanych. Wymusiło to zastosowanie filamentu PETG, który pełni jednocześnie funkcję materiału konstrukcyjnego i elastycznego zawiasu dla wszystkich powierzchni sterowych. Konstrukcja skręcana jest za pomocą czterech śrub M2, a serwa usterzenia osadzone są w dedykowanych gniazdach i mocowane wkrętami. Klej na gorąco — zgodnie z moją zasadą — pozostaje zarezerwowany wyłącznie dla modeli halowych.

ToTo-33 Radiomaster TX16
Projekt - widok z góry.

ToTo-33 Radiomaster TX16
Projekt - bez podstawy.
ToTo-33 Radiomaster TX16
Projekt - na podstawce.

ToTo-33 Radiomaster TX16
Elementy składowe po wydruku.

ToTo-33 Radiomaster TX16
Mocowanie usterzenia.

ToTo-33 Radiomaster TX16
Widok tyłu modelu.

ToTo-33 Radiomaster TX16
Zainstalowane serwa ogona.

ToTo-33 Radiomaster TX16
Mocowanie płatów.

ToTo-33 Radiomaster TX16
Widok od spodu.

ToTo-33 Radiomaster TX16
Widok z góry po zamocowaniu wszystkich serw.

ToTo-33 Radiomaster TX16
Wpięty odbiornik, model stoi na podstawce.


Niebawem zamieszczę jakiś filmik z działania tej piekielnej maszyny, teraz tylko zasiąść przy stole
z browarkiem :) i ....... programować, programować.
Gdyby ktoś był chętny to pliki stl można pobrać z adresu : https://motylasty.pl/toto33.html

niedziela, 13 października 2024

Mini wiertarka TAMIYA - unboxing

 Modelarska mini wiertarka firmy TAMIYA


Przez dłuższy czas poszukiwałem do swych prac modelarskich zarówno tych, które tycza modeli latających RC, jaki i modeli redukcyjnych odpowiedniej wiertarki. Głównym wyznacznikiem przy wyborze były dla mnie : 

  • wielkość, czyli im mniejsza wiertarka ( a raczej wiertareczka ), tym lepsza
  • jak najniższe obroty wrzeciona
  • jak największa moc 
  • jakość wykonania
  • cena samego urządzenia w granicach rozsądku
Wszelkie urządzenia wysokoobrotowe typu DREMEL, Proxxon, których trochę mam niestety, do pewnych prac absolutnie się nie nadaje. Są one zbyt duże, przez co mają ograniczony dostęp przy niektórych czynnościach, mają one wszystkie źle umieszczony w mojej ocenie włącznik zasilania,
to je najbardziej dyskwalifikuje i rzecz jasna zbyt duże obroty przy pewnych pracach.
W poszukiwaniach swych trafiłem przeglądając stary katalog TAMIYI z roku 1999 na maszynkę,
która od razu mi się spodobała i co mnie bardzo ucieszyło nadal jest produkowana. To rozwiązało problem jakości, co TAMIYA to TAMIYA.
Cena samego narzędzia bardzo fajna - 100 kilka złotych na dzień dzisiejszy.  

Wyrób zapakowany tradycyjnie, jak na TAMIYĘ przystało w fajny karton.
W środku znajdziemy trzy woreczki wypełnione częściami składowymi wiertarki, gdyż samą wiertarkę musimy poskładać jak model plastikowy, wszystkie elementy w ramkach :
  • ramka z obudową i przekładnią
  • ramka z mechanizmem spustowym
  • ramka z silniczkiem i elementami napędowymi + smar do przekładni
Całości dopełnia bardzo czytelna instrukcja.
Do wiertarki musimy jedynie dokupić dwa ogniwa "paluszki" AA.
Składanie maszyny to sama przyjemność, średnio rozgarnięty "pawian" zrobi to w godzinę.
Jak to pracuje ?. Moim zdaniem rewelacyjnie, wiertarka jest bardzo wygodna i ergonomiczna
nawet dla kogoś kto "ma większe łapy", zaskakująco duży moment obrotowy, jak na maszynkę zasilaną tylko dwoma paluszkami. Doskonale nadaje się do prac w plastiku, plexi, sklejce, drewnie, aluminium.
Zakres średnic wierteł, których możemy użyć nie jest wielki, raptem do 1 do 3 mm, samo wrzeciono ma w wyposażeniu dwa uchwyty do różnych wierteł.
Trochę szkoda, że TAMIYA nie zastosowała w tym urządzeniu tradycyjnego małego uchwytu wiertarskiego. Trochę już tym urządzeniem popracowałem i jestem bardzo zadowolony, oczywiście nie jest to koń roboczy do ciągłej pracy. Zastanawiam się nad małą przeróbką wiertarki poprzez dodanie gniazda, które pozwoliłoby mi na zasilanie przewodowe z płynną zewnętrzną regulacją obrotów.
Jeśli dojdzie do takiej przeróbki oczywiście o tym rozwiązaniu powiadomię.


Wnętrze opakowania po otwarciu.

Części wiertarki plus instrukcja.

Wielkość "maszyny".

POLECAM


środa, 9 października 2024

Mini szlifierka NITEO - unboxing

 

Mini szlifierka modelarska firmy NITEO.

Jakiś czas temu dzięki znajomemu ( Andrzej dzięki ) nabyłem dostępną w sklepach sieci Biedronka małą szlifierkę prostą. Narzędzie kosztowało o ile pamiętam około 60-70 PLN. Szlifierka przeleżała w mojej modelarni jakiś czas. Na co dzień używam Proxona, jednak w końcu zdecydowałem się na użycie tego maleństwa. Do testu przystąpiłem z pewnymi oporami, bo cóż takie maleństwo może ?. No nie powiem, ale zdziwiłem się i to mocno. Maszyna ta jest bardzo mała i przez to wygodna, można nią dotrzeć w miejsca gdzie inne szlifierki typu Proxon, się nie zmieszczą, lub też ich gabaryty nie pozwolą na normalna pracę. Obawiałem się, czy NITEO da radę. Kolejny szok, jak na takiego mikrusa zasilanego pojedynczym ogniwem 3,6 V maszyna jest "zabójcza". Moment obrotowy pozwala na spokojne szlifowanie i frezowanie w materiałach takich jak sklejka, ABS, wszelkie inne tworzywa sztuczne itd. Warunkiem komfortowej pracy jest naładowanie narzędzia. Szlifierka nie posiada płynnie regulowanych obrotów, mamy do wyboru trzy prędkości : 5000, 10000 i 15000 obr./min przełączanych,
czy też raczej wybieranych przyciskiem, o wybranej prędkości informują diody na obudowie w tylnej części.  Z przodu znajdziemy przycisk blokujący wrzeciono w trakcie zakładania tarczy szlifierskiej, frezu, czy też innej końcówki. Na ten moment cudo.
Teraz minusy, znalazłem tylko dwa. Po pierwsze brak w zestawie końcówek wrzeciona o średnicy innej, niż 3,2 mm, czyli skazani jesteśmy tylko frezy, tarcze o takiej właśnie średnicy. No chyba, ze uda nam się dobrać "wkłady" z innej maszynki tego typu.
Sprawa druga tycząca nie tylko tego urządzenia, ale też innych podobnych jak Proxon, Dubro, czy też Dremel. We wszystkich tych urządzeniach włącznik zasilania znajduje się w tylnej części narzędzia. Dlaczego nikt jeszcze nie wpadł na pomysł, by ten włącznik znajdował się z przodu pod palcem wskazującym, co znacznie poprawiłoby wygodę i ergonomię użycia.
W przypadku narzędzi zasilanych przewodowo można sobie rzecz jasna poradzić z pomocą włącznika uruchamianego "pedałem", czyli nożnie. 

Maszynka zapakowana jest w tekturowe pudełko, w środku znajdziemy bardzo obszerną instrukcję, krótki kabel USB-C do ładowania, pudełko z końcówkami do obróbki, szlifowania itd. 

Dane techniczne :

  • średnica narzędzi - 3,2 mm
  • zasilanie Li-Ion o pojemności 600 mA ładowane przez gniazdo USB-C
  • prędkości obrotowe 5000/10000/15000
  • czas ładowania około 2 godzi
  • jako napęd zastosowano silnik firmy MABUCHI
Zawartość opakowania.

Dane techniczne.

Wielkość urządzenia.


POLECAM