piątek, 12 czerwca 2026

Mini i mikro serwa

 


Ostatnio szukałem do swojej halówki serwomechanizmów. Wiecie, to takie małe silniczki, co ruszają sterami. Wymagania miałem proste: w miarę dobre, z metalowymi zębatkami, żeby się nie rozsypały
po pierwszym twardym lądowaniu. No i przeglądam te internety. Trafiam na jakieś JR-y, Emaxy,
aż w końcu wszędzie na forach widzę, że wszyscy, jak jeden mąż, polecają jedne, jedyne:
  BLUE BIRD BMS-101DMG.

Nazwa brzmi jak tajny projekt NASA, co nie? Sprawdzam cenę… i słuchajcie, to kosztuje tyle, co wynajem kawalerki na obrzeżach Radomia! Trzydzieści euro! Za jedno! W przeliczeniu na nasze dukaty to jest kwota, przy której moja żona zaczyna pytać, czy na pewno potrzebuję obu nerek.

Więc co robię? Odpalam ten cudowny, dalekowschodni portal randkowy, znaczy handlowy, gdzie wszystko kosztuje dolara, a dostawa trwa od tygodnia do następnego zlodowacenia. Przewijam, szukam i bach – są! Serwa firmy Dspower. Dspower… brzmi jak nazwa proszku do prania z lat 90., ale co tam. „Raz kozie śmierć” – jak mawia A...ab przed stosunkiem - pomyślałem, zamykając oczy i wciskając Kup Teraz. Szedłem w ciemno jak na randkę z Tindera bez zdjęć profilowych.

Z tego zakupowego szału dorzuciłem jeszcze do koszyka takie tyci-tyci serwa dwugramowe.
Zupełnie nie wiem po co! Ale hej, kto mi zabroni udawać szejka przed ekranem komputera?.
 Koszyk za 40 złotych, a ja czułem się jakbym kupował jacht w Monako!

No i zaczęło się czekanie. Dreptałem od okna do drzwi i od drzwi do okna, wyglądając Stacha.
Stachu to mój kurier. W końcu jest! Paczka przyszła, cała oklejona żółtą taśmą. Otwieram, wyciągam te moje skarby i wiecie, co jest najważniejsze w modelarstwie halowym? Waga. Każdy gram ciągnie ten twój kawałek depronu do ziemi.

Więc wyciągam moją jubilerską wagę – tak, my modelarze mamy takie wagi, wyglądamy przy nich jak dilerzy, ale ważymy śmigła.

Kładę to mniejsze, rzekomo 4-gramowe serwo Dspower na wagę. Cyk… 6,7 grama. Okej. Kładę to większe, 8-gramowe. Cyk… ponad 14 gramów! Przewodów celowo nie obcinałem, w imię nauki,
ale błagam was, kabelki nie ważą sześciu gramów! Jedynie to tyci dwugramowe cudo z mojego „koszyka szejka” ważyło faktycznie dwa gramy z małym hakiem. Chińska grawitacja widocznie działa jakoś inaczej.

Słuchajcie, w tym momencie normalny modelarz halowy dzwoni na telefon zaufania. Ale ja? Ja jestem spokojnym człowiekiem. Nie dzwoniłem do dyżurnego psychologa Ośrodka Pomocy Społecznej
w Parzymiechach Dolnych. Pomyślałem sobie: widocznie tak mi w życiu pisane. Oszukują mnie na wadze, tak samo jak oszukują na procentach! Z tą różnicą, że na procentach to zawsze dają mniej niż piszą,
a tu dostałem wagowy gratis!

Generalnie nie jestem jednym z tych fanatyków, co to przy każdej dziesiątej grama rwą sobie włosy spod pach, żeby odciążyć samolot. Jeszcze jestem w miarę normalny. Wiem, że poniżej pewnej wagi nie zejdę – głównie swojej, patrząc na to, jak lubię pizzę – i już się z tym pogodziłem.

Ale wracając do meritum! Podpinam te moje przeważone chińskie cudeńka pod testery. Pstryk, pstryk… i słuchajcie – one chodzą! Centrują się idealnie. Są szybkie. Serio, szybkie jak urzędnik o 15:58.

Władowałem je w końcu do mojego modelu – ToTo-34. Testy w locie zrobione, maszyna daje radę! Oczywiście, już słyszę, jak ci wszyscy forumowi eksperci i arcymistrzowie lotnictwa trzepią pianę na klawiaturach: (Zmienia głos na piskliwy i marudny)Paaanie! Co to za chłam! Chińskie serwa?! Z Temu?! Z Aliekspresa?! Profanacja! To nie ma prawa latać!”

A wiecie co? Lata mi to… wokół obcasów. (śmiech) Stosunek ceny do jakości to jest jakiś kosmos. Przygrzałem tym modelem w glebę już kilka razy – takie porządne, pionowe kretobicie. I co? I zero problemów! Gdybym miał tam te markowe, drogie Hitec'ki, to po pierwszym uderzeniu zębatki poszłyby w mak i sprzęt błagałby o eutanazję. A te Dspowery z nadwagą? Niezniszczalne. Widocznie te dodatkowe 6 gramów to był pancerz reaktywny, o którym zapomnieli napisać w instrukcji!






A pytacie, co z tymi małymi, liniowymi serwami 2-gramowymi, co to je z gestem szejka kupiłem? Leżą na biurku. Na razie czekają na jakiś mądry pomysł. Może zrobię z nich wycieraczki do okularów? Kto wie!