niedziela, 28 czerwca 2026

Extra 330 SC RC Factory

 


Dziesięć lat. Proszę państwa, dziesięć lat latam na hali. Chociaż, szczerze? Czy to z lataniem ma
w ogóle coś wspólnego, to do dzisiaj trudno mi orzec. Zazwyczaj to jest walka. Walka o przetrwanie, walka z własnym strachem, z trzęsącymi się palcami... i do tego ten permanentny wkurw,
kiedy patrzę, jak lata Achim.

Mam dwa wyjścia: albo w końcu nauczę się latać tak jak on – co umówmy się, przy moim refleksie szachisty korespondencyjnego na listy polecone raczej mi już nie grozi – albo... połamię mu nadgarstki. A Ewuni powiem, że łapska już mu nie potrzebne są. Zobaczymy, co szybciej rozwiąże mój problem.

Wchodzę na parkiet, odpalam model i co? Pełny pampers zamiast pełnego planu lotu.
Drążek w lewo – stres. Drążek w prawo – zawał. Z każdym ruchem steru szlag mnie trafia jasny!
Co to jest? Kwestia wieku? Stawów? Umiejętności motorycznych? A może po prostu stare, dobre, polskie lenistwo i brak treningu?

Przerobiłem już wszystko. Dłubałem własne halówki, jedne latały, drugie tylko ładnie spadały. Kupiłem markowe zestawy od wiodącego Multiplexa. Aż w końcu Achim nie wytrzymał, walnął mnie w ten mój pozbawiony śladów owłosienia łeb i mówi: „RCFactory. Tylko to i nic więcej”. Dobra – powiedziałem. I od razu powtórzyłem: Dobra! Bo musicie wiedzieć, że ja nie znoszę powtarzać.
Jak w Allo Allo – „słuchajcie, bo nie będę powtarzać”.

Kliknąłem. Paczka przyszła ekspresem. Poszło na to tyle dukatów, że aż zabolało, ale co tam!
Z rozpędu od razu dokupiłem kolejny silnik, serwa, regulator... a co! Kto głupiemu zabroni udawać bogatego? Przyjeżdża kurier Antoni, wręcza mi to złoto, i co robię? To co ze wszystkimi moimi zakupami. Pudełko ląduje w piwnicznej izbie, zwanej dumnie „modelarnią”, i nabiera mocy urzędowej. Czeka cierpliwie, a ja sobie siedzę i wizualizuję, jak to ja będę tym latał. Jak ten... no...
jak jakiś gość po dobrym snusie.

W końcu rozpakowałem dziada. Pyk, pyk, kilka obowiązkowych fotek z cyklu „projekt przed budowlą”, żeby w internecie wiedzieli, że żyję, i zabrałem się do roboty. Samo klejenie? Panowie, budowa szła mi z prędkością kulawego ślimaka obdarzonego wrodzoną przypadłością zaawansowanej dysfunkcji narządu ruchowego z czeskiej stajni wyścigowej sygnowanej logiem „Polni Zapierdalać”. Czyli... wolno. Ale w końcu zlepiłem! Jeszcze tylko uzbrojenie, bindowanie, programowanie mojego Radiomastera i... cyk, kolejne fotki.

Dzień sądu. Wchodzę na halę. Zanim w ogóle wystartowałem, byłem w kiblu ze pięć razy.
Tyle kasy w powietrzu! Przecież za ten model to ja bym sobie mógł życie od nowa poukładać! Nową choinkę zapachową do auta bym kupił, skarpetki nowe nabył z kompletem do pary, ba! Żel do włosów nowy !.

Oczywiście wstępnego oblotu dokonał Achim. Chciał być naszym guru od latania 3D, no to niech teraz cierpi za miliony, coś za coś. Oblatał, trymnął, oddał mi radio... Poleciałem.

I powiem Wam, że wylądowałem, usiadłem i się rozpłakałem. Ale tak do wewnątrz, po męsku,
bo chłopaki nie płaczą. Dziesięć lat męki. Dziesięć lat kolejnych analiz, dłubania kolejnych konstrukcji, regulacji i szukania winnych, że wiatr na hali, że termika od kaloryfera. A tu taki suprajs. Ten model jest idealny. Nie lubię powtarzać, ale powiem to raz jeszcze: TEN MODEL JEST IDEALNY. Doskonała konstrukcja, doskonale przemyślana, doskonale latająca, nic, absolutnie nic więcej nie potrzeba. Kopałem się przez dekadę z końmi – i w sumie nadal się z nimi kopię, do tego z modelami – a wystarczyło po prostu posłuchać Achima.

Brak mi słów. No, mało czytam, mało słucham, więc zasób słownictwa kuleje, ale autentycznie brakuje mi słów, żeby opisać swoje wrażenia po tym locie. I chyba na tym swój wywód zakończę.

Z mojej strony: polecam każdemu. Nawet jak w ogóle nie jesteś modelarzem, nie latasz, a jedyne co robisz, to sączysz każdego wieczora napój o wzorze C2H5OH i ewentualnie moczysz kija na rybach. Ba! Nawet jak należysz do chóru kościelnego, to kup sobie taką Extrę. Albo jakiś inny ich wyrób!
Ja kiedyś stringi kupiłem, a co?!

Opis modelu, budowy, moje wnioski pod adresem : https://motylasty.pl/ext330rcf.html






Extra ta Extra.


piątek, 12 czerwca 2026

Mini i mikro serwa

 


Ostatnio szukałem do swojej halówki serwomechanizmów. Wiecie, to takie małe silniczki, co ruszają sterami. Wymagania miałem proste: w miarę dobre, z metalowymi zębatkami, żeby się nie rozsypały
po pierwszym twardym lądowaniu. No i przeglądam te internety. Trafiam na jakieś JR-y, Emaxy,
aż w końcu wszędzie na forach widzę, że wszyscy, jak jeden mąż, polecają jedne, jedyne:
  BLUE BIRD BMS-101DMG.

Nazwa brzmi jak tajny projekt NASA, co nie? Sprawdzam cenę… i słuchajcie, to kosztuje tyle, co wynajem kawalerki na obrzeżach Radomia! Trzydzieści euro! Za jedno! W przeliczeniu na nasze dukaty to jest kwota, przy której moja żona zaczyna pytać, czy na pewno potrzebuję obu nerek.

Więc co robię? Odpalam ten cudowny, dalekowschodni portal randkowy, znaczy handlowy, gdzie wszystko kosztuje dolara, a dostawa trwa od tygodnia do następnego zlodowacenia. Przewijam, szukam i bach – są! Serwa firmy Dspower. Dspower… brzmi jak nazwa proszku do prania z lat 90., ale co tam. „Raz kozie śmierć” – jak mawia A...ab przed stosunkiem - pomyślałem, zamykając oczy i wciskając Kup Teraz. Szedłem w ciemno jak na randkę z Tindera bez zdjęć profilowych.

Z tego zakupowego szału dorzuciłem jeszcze do koszyka takie tyci-tyci serwa dwugramowe.
Zupełnie nie wiem po co! Ale hej, kto mi zabroni udawać szejka przed ekranem komputera?.
 Koszyk za 40 złotych, a ja czułem się jakbym kupował jacht w Monako!

No i zaczęło się czekanie. Dreptałem od okna do drzwi i od drzwi do okna, wyglądając Stacha.
Stachu to mój kurier. W końcu jest! Paczka przyszła, cała oklejona żółtą taśmą. Otwieram, wyciągam te moje skarby i wiecie, co jest najważniejsze w modelarstwie halowym? Waga. Każdy gram ciągnie ten twój kawałek depronu do ziemi.

Więc wyciągam moją jubilerską wagę – tak, my modelarze mamy takie wagi, wyglądamy przy nich jak dilerzy, ale ważymy śmigła.

Kładę to mniejsze, rzekomo 4-gramowe serwo Dspower na wagę. Cyk… 6,7 grama. Okej. Kładę to większe, 8-gramowe. Cyk… ponad 14 gramów! Przewodów celowo nie obcinałem, w imię nauki,
ale błagam was, kabelki nie ważą sześciu gramów! Jedynie to tyci dwugramowe cudo z mojego „koszyka szejka” ważyło faktycznie dwa gramy z małym hakiem. Chińska grawitacja widocznie działa jakoś inaczej.

Słuchajcie, w tym momencie normalny modelarz halowy dzwoni na telefon zaufania. Ale ja? Ja jestem spokojnym człowiekiem. Nie dzwoniłem do dyżurnego psychologa Ośrodka Pomocy Społecznej
w Parzymiechach Dolnych. Pomyślałem sobie: widocznie tak mi w życiu pisane. Oszukują mnie na wadze, tak samo jak oszukują na procentach! Z tą różnicą, że na procentach to zawsze dają mniej niż piszą, a tu dostałem wagowy gratis!

Generalnie nie jestem jednym z tych fanatyków, co to przy każdej dziesiątej grama rwą sobie włosy spod pach, żeby odciążyć samolot. Jeszcze jestem w miarę normalny. Wiem, że poniżej pewnej wagi nie zejdę – głównie swojej, patrząc na to, jak lubię pizzę – i już się z tym pogodziłem.

Ale wracając do meritum! Podpinam te moje przeważone chińskie cudeńka pod testery. Pstryk, pstryk… i słuchajcie – one chodzą! Centrują się idealnie. Są szybkie. Serio, szybkie jak urzędnik o 15:58.

Władowałem je w końcu do mojego modelu – ToTo-34. Testy w locie zrobione, maszyna daje radę! Oczywiście, już słyszę, jak ci wszyscy forumowi eksperci i arcymistrzowie lotnictwa trzepią pianę na klawiaturach „Paaanie! Co to za chłam! Chińskie serwa?! Z Temu?! Z Aliekspresa?! Profanacja! To nie ma prawa latać!”

Lata mi to… wokół szpilek i obcasów. Stosunek ceny do jakości to jest jakiś kosmos. Przygrzałem tym modelem w glebę już kilka razy – takie porządne, pionowe kretobicie. I co? I zero problemów! Gdybym miał tam te markowe, drogie Hitec'ki, to po pierwszym uderzeniu zębatki poszłyby w mak i sprzęt błagałby o eutanazję. A te Dspowery z nadwagą? Niezniszczalne. Widocznie te dodatkowe 6 gramów to był pancerz reaktywny, o którym zapomnieli napisać w instrukcji!






A pytacie, co z tymi małymi, liniowymi serwami 2-gramowymi, co to je z gestem szejka kupiłem? Leżą na biurku. Na razie czekają na jakiś mądry pomysł. Może zrobię z nich wycieraczki do okularów? Kto wie!