Zastanawiałem się na ile nie ingerując w treść, a jedynie gmerając w formie jestem w stanie zmienić, czy też może raczej wpłynąć na odbiór obrazu. Nie wiem na ile ów eksperyment mi się udał. Chętnie wysłucham głosów innych, o ile ci inni się odezwą. Cały czas jak widzę, piszę chyba jedynie dla samego siebie. Posłużyłem się jedną fotografią, dość trywialną zresztą, ot ruiny kiedyś "złapane" w obiektyw w trakcie wędrówek po Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. To samo ujęcie. Oczywiście można sfotografować to samo drzewo, raz latem, raz jesienią, zimą i wiosną. Pora roku, światło, cień, kolor zmienią sposób postrzegania. Chodziło mi jednak o coś innego, o wydobycie, czy też może zasygnalizowanie uczuć bardziej przyziemnych, uczuć typu złość, radość, strach etc. Wdzięczny będę za ocenę, krytykę.
środa, 18 września 2013
poniedziałek, 16 września 2013
Dwa razy się nie wchodzi - ciąg dalszy.
Skończyłem gada, powiem więcej skończyłem, oblatałem, okleiłem, polatałem i jestem..... mega zadowolony. Pomny doświadczeń z poprzednim Soliusem w odruchu pierwotnym chciałem wprowadzić kilka zmian, może nawet istotnych. A to wklejenie w natarcie pręta węglowego celem owegoż natarcia wzmocnienia, a to klap dorobienie. Ostudziłem jednak swe zapały, wszak pogoda jeszcze powiedzmy lotna, czasu u mnie nie za wiele. W sumie prace nad modelem skończyłem w ciągu pięciu dni, no może bardziej długich wieczorów.
Wprowadzone usprawnienia i zmiany w stosunku do modelu poprzedniego :
Wprowadzone usprawnienia i zmiany w stosunku do modelu poprzedniego :
- zdania jednak nie zmieniam, uważam nadal, że sposób mocowania serw w ogonie, a raczej późniejszy mało komfortowy dostęp do nich to masakra, znów poszerzałem otwory pod okablowanie.,
- wzmocniłem krawędź natarcia statecznika pionowego poprzez wklejenie pręta szklanego,
- usztywniłem kadłub w części przedniej wklejając łącznik plastikowy i balsową podłogę pod regler,
- tym razem do klejenia całości zastosowałem UHU POR wspomagany CA - bardzo trafna kombinacja
- krawędzie natarcia oraz spód kadłuba wzmocniłem oklejając taśmą TESA ( Castorama )
Jako napęd zastosowałem Turnigy 3536 1300 kv z łopatami 10x6, ta konfiguracja na siłowni dawała pobór prądu w szczycie ok 46 A oraz ciąg statyczny ok 1600. Przy wadze modelu do lotu ok 1330 g. ideał.
Model od dołu został dodatkowo prócz naklejek fabrycznych oklejony foliami Oracal celem odróżnienia dolnej od górnej powierzchni. Tutaj moja mała dygresja, o ile EasyGlidera tej samej firmy dało się bez problemu malować MOTIPAMI, to tym razem malowanie odpada. Jak widzę samo tworzywo, z którego "lali" ten model w dotyku różni się od gliderowego. Pomimo tego, że przed malowaniem mocno model odtłuściłem acetonem próby malowania zarówno MOTIPEM jak i TAMIYAMI spełzły na niczym.
Farby przy byle dotyku odchodzą dosłownie płatami. Jedynie jakoś udało mi się pomalować od środka kabinkę. Wszak jest zaklejona, więc kontaktu z nią nie ma :)
Polatałem ostro, ale o wrażeniach z latania następnym razem.
Model od dołu został dodatkowo prócz naklejek fabrycznych oklejony foliami Oracal celem odróżnienia dolnej od górnej powierzchni. Tutaj moja mała dygresja, o ile EasyGlidera tej samej firmy dało się bez problemu malować MOTIPAMI, to tym razem malowanie odpada. Jak widzę samo tworzywo, z którego "lali" ten model w dotyku różni się od gliderowego. Pomimo tego, że przed malowaniem mocno model odtłuściłem acetonem próby malowania zarówno MOTIPEM jak i TAMIYAMI spełzły na niczym.
Farby przy byle dotyku odchodzą dosłownie płatami. Jedynie jakoś udało mi się pomalować od środka kabinkę. Wszak jest zaklejona, więc kontaktu z nią nie ma :)
Polatałem ostro, ale o wrażeniach z latania następnym razem.
poniedziałek, 9 września 2013
Zlin Z-50 Marka Rokowskiego
W trakcie urlopu mazurskiego w rozmowie z Markiem Rokowskim http://www.napolskimniebie.pl/ padła propozycja budowy, opisania, oblatania i zrecenzowania nowego modelu. Cóż, jako ze leń mnie ostatnio dopadł i jakoś nijak nie mogę się w sobie zebrać, by coś nowego "od siebie" dać, postanowiłem się podjąć. Dotarła do mnie po kilku dniach paczka. W środku wycięty Zlin. Oczywista zaraz pogrzebałem po necie, by jakieś fajne malowanie mu dobrać. Myśl pierwsza - Żelazny, ale jako, ze już trochę modeli w tym malowaniu lata, przeto szukając dalej natrafiłem na malowanie Red Bull.
Prócz tego oczywiście przewaliły mi się przez monitor i inne malowana, a to Honda, a to jakieś typowo aeroklubowe. W tej chwili się waham, wybór jednak chyba będzie po stronie RB. Natenczas paczkę rozpakowałem, zbieram jakieś rysunki, by zebrać przed zabraniem się za budowę trochę dokumentacji. Paczka doskonale zapakowana, we wnętrzu wszystko poukładane i zabezpieczone. trochę elementów z EPP, komplet kółek, waku wydmuszka z maską silnika w dwóch częściach, owiewka pilota, węgle, druty, kilka elementów ciętych laserowo ze sklejki. Właściwie chyba wszystko, co potrzebne do zbudowania modelu.
Za dni parę zabieram się za budowę, jak tylko uporam się z innymi obowiązkami. natenczas serdecznie Marka pozdrawiam :). O fakcie tym oczywiście powiadomię w miejscach ku temu stosownych.
Za dni parę zabieram się za budowę, jak tylko uporam się z innymi obowiązkami. natenczas serdecznie Marka pozdrawiam :). O fakcie tym oczywiście powiadomię w miejscach ku temu stosownych.
wtorek, 3 września 2013
Dwa razy się nie wchodzi...
...ponoć do tej samej wody. A co tam, postanowiłem zasadę tę złamać, kaloszki założyłem, pelerynkę poprawiłem i ..... Fakt, nie trawię robić drugi raz tego samego modelu. W tym przypadku jednak jest inaczej, Solius tak mnie się spodobał, że postanowiłem mieć takowego. Tym razem paczka przyszła aż zza granicy, znaczy z Sosnowca. Zanabyłem metodą zanabycia skuszony bardzo atrakcyjną dla mnie ceną. Karton solidnie zapakowany w drugi karton, w środku jeszcze parę drobiazgów dodatkowych. Robię dla siebie, przeto też to co robię, jakoś opiszę, doświadczenie z pierwszym Soliusem mam nadzieję cały proces twórczy uprości. Oczywista wprowadzę zmian troszkę, model otrzyma malowanie stosowne, nie tylko same naklejki. Zastanawiam się też nad zaimplementowaniem dodatkowych klap w skrzydłach, jakiegoś oświetlenia. Zobaczymy. Jak na razie rozpakowałem i się przyglądam, nacieszam oczęta swe kaprawe. Dodam, że o ile pamięć mnie nie myli, ostatnio zanabyłem dla siebie coś latającego jakoś tak w 1995 roku. Szmat czasu.
Relacja z budowy, czy też składania niebawem.
Relacja z budowy, czy też składania niebawem.
Mazurskie klimaty RC
Czekam teraz na stosowna pogodę i odrobinę czasu by pognać nad wodę i trochę spróbować pożeglować tym maleństwem. Boję się tylko że mnie to wciągnie :).
Łódka ma około 90 cm wysokości od topu masztu po kil, w środku dwa duże serwa, powinno pływać.
niedziela, 25 sierpnia 2013
Wakacje
Nie lotniczo, nie modelarsko, a wakacyjnie. Pomazurowałem w tym roku trochę. Nie samym latactwem człek wszak żyje, tegoroczna wyprawa zasięgiem swym objęła północną część szlaku Wielkich Jezior bez pchania się do Mikołajek. Była to też okazja by trochę pofotografować, gdyż przyznam, że tę działkę ostatnio zaniedbałem. Oczywista w stałym kontakcie z innymi znajomymi, którzy wozili się po innych akwenach. Pogoda iście żeglarska, czyli od totalnej flauty po coś, co inni białym szkwałem zwą aż do totalnej ulewy. Jak tylko urlop końca dobiegnie wracam do latactwa, dość moczenia nóg.
Parę fotek na tę okazję.
Parę fotek na tę okazję.
wtorek, 13 sierpnia 2013
Nocne niebo i plany ToTo-0, ToTo-3
Się wybraliśmy się wczoraj pod niebagatelnym wpływem mediów na polowanie. Polowanie tyczyło tego co miało dziać się na nocnym niebie. Uzbrojony w statyw, teleobiektyw i wężyk spustowy zasiadłem z gronem znajomych na pledzie, znaczy kocu. Z czasem na lotnisku naszym zebrało się amatorów takowych obserwacji więcej. Oczywista prócz wspomnianego statywu, koca, wężyka i teleobiektywu zabrałem też aparat. Nie miałem wcześniej okazji fotografować gwiazd, że już nie wspomnę o tym, że za diabła nie miałem pojęcia, jak uchwycić gwiazdę spadającą. Logika jedynie podpowiadała mi następujące parametry, ISO ustawione na 100, by wyeliminować ziarno, oczywiście statyw i migawka 30 sekundowa.
Cała reszt to przypadek, znaczy nadzieję miałem, że przypadkiem uda mi się uchwycić w którymś momencie gwiazdę takową. Widowisko na nieboskłonie może do zbyt spektakularnych nie należało wbrew temu co serwowały media. Każdy spodziewał się niejako nawałnicy gwiazd spadających. No mnie udało się naliczyć w okresie półtorej godziny około 10-11 sztuk. Jakież było moje zdziwienie, gdy po powrocie do domu i przejrzeniu kilkunastu fotek okazało się, że na dwóch z nich owe spadające jakoś uchwyciłem. Całości tego wypadu dopełnił jeszcze fakt, że całkiem wyraźnie uchwyciłem księżyc. Oczywiście księżyc fotografowałem na zupełnie innych nastawach aparatu, znaczy ISO w dalszym ciągu na 100, przysłona 7,1, ekspozycja 1/60 sekundy i punktowy pomiar światła. Wszystko ma się rozumieć ze statywu. Przy okazji odkryłem, że już trochę martwych pikseli mam na matrycy. Cóż Alfa moja już nie młoda, za rok do komunii ją wyślę :).
A co do tego w tytułowym tytule tego postu mają plany ToTo. Ano nic, związek żaden nie zachodzi.
Ot nie ma sensu tworzyć kolejnego posta by powiadomić, iż wreszcie wygenerowałem i zamieściłem plany obu tych modeli w formie dużych arkuszy nie wymagających sklejania.
Pliki do pobrania : Plan ToTo-0, Plan ToTo-3
A tu wspomniane nocne fotki.
Cała reszt to przypadek, znaczy nadzieję miałem, że przypadkiem uda mi się uchwycić w którymś momencie gwiazdę takową. Widowisko na nieboskłonie może do zbyt spektakularnych nie należało wbrew temu co serwowały media. Każdy spodziewał się niejako nawałnicy gwiazd spadających. No mnie udało się naliczyć w okresie półtorej godziny około 10-11 sztuk. Jakież było moje zdziwienie, gdy po powrocie do domu i przejrzeniu kilkunastu fotek okazało się, że na dwóch z nich owe spadające jakoś uchwyciłem. Całości tego wypadu dopełnił jeszcze fakt, że całkiem wyraźnie uchwyciłem księżyc. Oczywiście księżyc fotografowałem na zupełnie innych nastawach aparatu, znaczy ISO w dalszym ciągu na 100, przysłona 7,1, ekspozycja 1/60 sekundy i punktowy pomiar światła. Wszystko ma się rozumieć ze statywu. Przy okazji odkryłem, że już trochę martwych pikseli mam na matrycy. Cóż Alfa moja już nie młoda, za rok do komunii ją wyślę :).
A co do tego w tytułowym tytule tego postu mają plany ToTo. Ano nic, związek żaden nie zachodzi.
Ot nie ma sensu tworzyć kolejnego posta by powiadomić, iż wreszcie wygenerowałem i zamieściłem plany obu tych modeli w formie dużych arkuszy nie wymagających sklejania.
Pliki do pobrania : Plan ToTo-0, Plan ToTo-3
A tu wspomniane nocne fotki.
sobota, 10 sierpnia 2013
Mikro delta - ToTo-19
Budowa ToTo-17 stoi pełną parą . Obawy przed ukończeniem , a raczej obawy przed oblotem są tego zastoju chyba powodem. Siedemnasta pędzona ma być turbiną, a lotnisko u nas trawiaste. Być może przyjdzie mi katapultę jakąś zrobić. Cóż przed oblotem dużego modelu postanowiłem sprawdzić samą jego koncepcję w zakresie kształtu i głównie prawidłowego wyznaczenia SC na czymś mniejszym. Zbudowałem ku temu celowi model modelu :), znaczy tradycyjnego rzutka. SC wyznaczone rzutkiem prawie pokrywało się z SC wyliczonym. Modelik ten bardzo mi się spodobał, a jako że trafiła się okazja zanabycia małych i lekkich serw o wadze ok 3 g. stąd i pomysł zrobienia z rzutka normalny model. Regler 10A walał mi sie po szufladzie, silnik też się znalazł, kilka małych Lipoli coś ok 400mA też jest. Na co czekać. ? Kadłub uległ małym zmianom poprzez usztywnienie samego przodu, łoże pod silnik wystrugałem z "owocówki". Waga całości do lotu ok 170 g. Jak to lata ?. Cóż zastosowany napęd, a właściwie chyba jego konfiguracja nie sprawdziły się. Po pierwsze silnik o niskim kV. W instrukcji coś pisało o śmigle 8x4 i zasilaniu 3S. Miałem jedynie śmigło 7x3,5, zaś pakiety to 2S. Daje to lot z małą prędkością właściwie na granicy przeciągnięcia, do tego bardzo mocno odczuwalny efekt od śmigła. Powinienem dać śmigło o mniejszej średnicy, większym skoku i stosownym zasilaniu, a to juz niejako kłóci sie z zastosowanym silnikiem, aczkolwiek nie robiłem jego pomiarów na hamowni, a opieram sie jedynie o opis silnika. Oczywiście najrozsądniej byłoby zapiąć jakąś małą turbinę o średnicy ok 50 mm. Po dwóch lotach model wylądował na półce, pewnikiem do niego wrócę za jakiś czas, jak tylko napęd stosowny dobiorę. No chyba że znajdzie się jakiś zapaleniec chętny do zbudowania i wypróbowania tego maleństwa. Plany zapodam.
Za dni kilka wyrywam trochę pożeglować po Jeziorach Mazurskich. No niestety tak się złożyło, ze w tym samym czasie "chopaki" organizują zlot modelarski w Wilczych Laskach. Plakata im zrobiłem i będę tam duchowo. Zapraszam serdecznie w ich imieniu.
Info o zlocie : http://rcclub.eu/viewtopic.php?f=38&t=5652&start=580
piątek, 2 sierpnia 2013
ToTo-3 - zgon
Pisałem jakieś dwa tygodnie temu circa ebaut o uszkodzeniu ToTo-3.
Model został rozbity w wyniku mojej własnej głupoty, nonszalancji i braku uwagi przy starcie.
Powiem więcej rozbiłem go ... dwa razy. :). W wyniku pierwszego uderzenia w ziemię pokiereszowałem mu cały przód, w drugim locie rozwaliłem płat. Dopiero trzeci lot tego dnia, gdy wszystko pokleiłem taśmą i gumkami aptekarskimi był prosty i "normalny", o ile lotem normalnym możemy nazwać lot, gdzie z modelu zwisa akumulator. W trzecim locie jednak litość wzięła górę i już go nie dobijałem.
Model leży jeszcze u mnie w modelarni, a ja mijając go codziennie zastanawiam się czy naprawiać gada czy też odesłać do krainy wiecznych łowów. Za naprawą przemawia fakt, iż zniszczenia nie są aż tak tragiczne, ot uszkodzony w dwóch miejscach płat i kadłub z pokiereszowana, by nie powiedzieć oderwana mordą.
W sumie na dwa, góra trzy wieczory pracy. Pozostaje też opcja, by kogoś obdarować zwłokami, ale w sumie powiedzmy, że ktoś się nim zaopiekuje, ba nawet naprawi i przy oblocie roz...li o matkę ziemię.
Jak nic będzie miał pretensję do mnie, ze mu nielota podesłałem.
Pies ogrodnika ze mnie, sam nie zeżrę a innemu nie da. W sumie nie trawię robić drugi raz tego samego, czy tez naprawiać, szkoda mi na to czasu. Już lepiej zająć się jakimś innym projektem.
Ot takowe moje przedurlopowe dylematy. Z rzeczy weselszych, jeden z kolegów modelarzy podesłał mi fotkę swojego ToTo-7 chwaląc sobie ten model. No cóż cieszy mnie niezmiernie fakt, że samolot ten pozwolił niektórym rozpocząć zabawę w modelarstwo lotnicze.
Poniżej na paru fotkach "ścierwo" ToTo-3 zrobione zaraz po katastrofie i ToTo-7 Pana Krzysztofa Makosza, zresztą bardzo ładnie pomalowany i bardzo czysto wykonany.
Model został rozbity w wyniku mojej własnej głupoty, nonszalancji i braku uwagi przy starcie.
Powiem więcej rozbiłem go ... dwa razy. :). W wyniku pierwszego uderzenia w ziemię pokiereszowałem mu cały przód, w drugim locie rozwaliłem płat. Dopiero trzeci lot tego dnia, gdy wszystko pokleiłem taśmą i gumkami aptekarskimi był prosty i "normalny", o ile lotem normalnym możemy nazwać lot, gdzie z modelu zwisa akumulator. W trzecim locie jednak litość wzięła górę i już go nie dobijałem.
Model leży jeszcze u mnie w modelarni, a ja mijając go codziennie zastanawiam się czy naprawiać gada czy też odesłać do krainy wiecznych łowów. Za naprawą przemawia fakt, iż zniszczenia nie są aż tak tragiczne, ot uszkodzony w dwóch miejscach płat i kadłub z pokiereszowana, by nie powiedzieć oderwana mordą.
W sumie na dwa, góra trzy wieczory pracy. Pozostaje też opcja, by kogoś obdarować zwłokami, ale w sumie powiedzmy, że ktoś się nim zaopiekuje, ba nawet naprawi i przy oblocie roz...li o matkę ziemię.
Jak nic będzie miał pretensję do mnie, ze mu nielota podesłałem.
Pies ogrodnika ze mnie, sam nie zeżrę a innemu nie da. W sumie nie trawię robić drugi raz tego samego, czy tez naprawiać, szkoda mi na to czasu. Już lepiej zająć się jakimś innym projektem.
Ot takowe moje przedurlopowe dylematy. Z rzeczy weselszych, jeden z kolegów modelarzy podesłał mi fotkę swojego ToTo-7 chwaląc sobie ten model. No cóż cieszy mnie niezmiernie fakt, że samolot ten pozwolił niektórym rozpocząć zabawę w modelarstwo lotnicze.
Poniżej na paru fotkach "ścierwo" ToTo-3 zrobione zaraz po katastrofie i ToTo-7 Pana Krzysztofa Makosza, zresztą bardzo ładnie pomalowany i bardzo czysto wykonany.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























