Czołgiem modelarska braci! Słuchajcie, jak się od lat lepi pancerkę w 1:35 i wiatraki czy rury (samoloty), to przez warsztat przechodzą setki słoiczków i buteleczek. Tamiya, puszeczki starych emalii Humbrola, czy „kroplomierze” Vallejo i AK Interactive – wszystko to ma jedną wspólną, irytującą cechę: pigment z czasem opada na dno jak cement, a na górze zostaje sam nośnik. Ile to już wykałaczek, starych pędzli i metalowych szpachelek w życiu pogiąłem na rozbijaniu tego gluta na dnie...
Niedawno na mój blat trafiło elektryczne mieszadełko Trumpeter 09920 (z serii Master Tools). Przetestowałem to ustrojstwo i zapraszam więc na krótką recenzję okiem praktyka.
Co w pudełku? (Opis i pierwsze wrażenia)
Sprzęt przychodzi w prostym blistrze. Jest to bardzo zgrabny
kawałek plastikowego chwytu
z wbudowanym silniczkiem oraz prętem ze
stali nierdzewnej, zakończonym profilowaną, nacinaną „koronką”
służącą do rozbijania farby. Urządzenie zasilane jest dwoma
zwykłymi bateriami AA (tzw. paluszkami, których w zestawie nie ma).
Włącznik to klasyczny, plastikowy suwak na boku obudowy. Brak tu
jakiejkolwiek regulacji obrotów – sprzęt działa zero-jedynkowo:
albo stoi, albo kręci się na pełnych obrotach.
Zastosowanie na warsztacie (Jak to gada przy farbach?)
Urządzenie chrzest bojowy przeszło w słoiczku 10 ml od Tamiyi
(Tamiya Acrylic) i Humbrola.
Powiem Wam – rewelacja. Mieszadło
wchodzi swobodnie do słoiczka i w 10–15 sekund robi z
rozwarstwionej, starej farby idealne, jednorodne mleko prosto pod
aero. Z emaliami Humbrola i Revella w puszkach, które leżały u
mnie kilka lat i zamieniły się w skałę podlaną olejem, też daje
sobie świetnie radę, omijając konieczność ręcznego "dziabania".
Schody i nerwy zaczynają się, gdy chcemy wymieszać akryle z
Hiszpanii (Ammo by Mig, Vallejo,
AK Interactive) w typowych
buteleczkach 17 ml z zakraplaczem ("dropper bottles").
Plusy (+)
Ogromna oszczędność czasu: Koniec z trzepaniem słoiczkiem przez 5 minut (nawet wrzucenie kulek łożyskowych ze stali nierdzewnej nie zawsze dawało radę starym farbom). Wrzucasz mieszadło i masz pewność, że na dnie nie został gęsty pigment. Do precyzyjnego malowania aero (np. przy preshadingu), gdzie idealna proporcja i gęstość farby to podstawa, jest to narzędzie bardzo przydatne.
Banalne czyszczenie: Ja wyciągając kręcące się mieszadełko ze słoiczka zwalniam ruch, żeby siła odśrodkowa zrzuciła farbę wewnątrz słoiczka. Następnie od razu wkładam końcówkę
do starego słoika po dżemie, w którym trzymam "brudny" Wamod albo Leveling Thinner, uruchamiam na 2-3 sekundy i metalowy pręcik jest krystalicznie czysty.Odporność materiałów: Pręcik ze stali nierdzewnej nie wchodzi w reakcję z agresywną celulozą ani żadnymi rozcieńczalnikami na bazie zmywaczy.
Minusy (-)
Zbyt gruba końcówka! To największa wada, szeroko komentowana na forach modelarskich. Metalowa koronka mieszająca od Trumpetera jest dosłownie o ułamek milimetra za szeroka,
by przejść przez szyjkę buteleczek z zakraplaczem (Vallejo/AK/Ammo/SMS). Rozwiązanie? Wielu z nas bierze w dłoń Proxxona czy Dremela i po prostu delikatnie zeszlifowuje krawędzie końcówki, aż wejdzie. Narzędzie wciąż działa poprawnie, ale niesmak po stronie projektantów zostaje.Brak potencjometru / regulacji obrotów: Mieszadełko ma tylko jedne obroty i kręci bardzo szybko. Przy pełnym po brzegi słoiczku istnieje spore ryzyko wychlapania farby na matę do cięcia. Poza tym przy małych, blaszanych puszkach Revella, trzeba je mocno trzymać w palcach – inaczej puszka zacznie Wam wirować razem z mieszadłem.
Toporny włącznik: Wsuwany pstryczek wymaga użycia nieco siły. Idealny w takim sprzęcie byłby włącznik typu „push” na samym czubku (wciskasz palcem wskazującym – działa, puszczasz – staje w miejscu).
Brak momentu obrotowego w skrajnym "glucie": Przy bardzo gęstych maziach
(np. gdy na dnie farba zamieniła się niemal w gumę) silniczek zaczyna mocno zwalniać i widać, że brakuje mu trochę siły.
Werdykt i opinia końcowa
Czy warto położyć na to narzędzie koło 35-40 złotych?
Na polskich i zagranicznych forach modelarskich przy tematach o mieszaniu farb zazwyczaj jako pierwszy pada argument: "A po co? Przecież spieniacz do mleka z Ikei za 7 złotych z uciętą sprężynką robi to samo!". I jest w tym sporo prawdy, sporo z nas tak zaczynało. Jednak Trumpeter 09920 to rozwiązanie sztywniejsze, gotowe z pudełka (jeśli nie używamy buteleczek Vallejo) i znacznie mniej "bijące" na boki niż tanie spieniacze do kawy.
Ostatecznie: Jeśli twój arsenał to w większości farby
w słoiczkach (Tamiya, Gunze, AK Real Colors, Tamiya Enamel, mr.
Paint) – jest to sprzęt, który zdecydowanie ułatwi Ci życie.
Gwarantuje idealnie roztarty pigment, co przy malowaniu subtelnego
cieniowania w skali 1:35 jest absolutnie kluczowe.
Jeśli jednak
malujesz wyłącznie hiszpańskimi akrylami z "kroplomierza",
z miejsca przygotuj się na tuning metalowej końcówki
mini-szlifierką.
Dla mnie, mimo drobnych wad projektowych, urządzenie jest na
stałe podpięte do stanowiska
i zapomniałem już o ręcznym
dłubaniu w farbach.
Polecam z czystym sumieniem.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz