środa, 11 lutego 2026

Maszyna do ssania i dmuchania.

Nie poleciały. Znaczy łzy.

Mini odkurzacz modelarski

Ile można mieć w domu odkurzaczy?
Do psa, żeby zbierał sierść.
Do warsztatu, żeby zbierał wióry.
Do samochodu, żeby zbierał frytki spod fotela.
Z mopem, żeby udawać, że myjesz podłogę.
I oczywiście… osobny do stołu w modelarni i drukarki 3D.
Bo jak wiadomo – drukarka 3D bez dedykowanego odkurzacza to jak modelarz bez pudełka „przyda się”. Niby można żyć, ale po co się tak męczyć?
No i przeglądam sobie Temu. Jednym okiem patrzę, czy mi się filament nie kończy, drugim czy mi nogi nie śmierdzą, a trzecim – bo modelarz zawsze ma trzecie oko do okazji – widzę GO.
Mini odkurzacz. Tego jeszcze nie mam.
Czy muszę mieć?
Nie wiem. Ale skoro nie mam, to jak mam wiedzieć, czy nie muszę?
Jako że dorabiam jako roznosiciel pizzy na platformie wiertniczej – wiadomo, branża modelarska nie utrzyma człowieka – stwierdziłem: biorę.

Ale najpierw napisałem do majfrenda:
– Dobrze ciągnie?
Odpisał:
– Aż łzy lecą.

No to klik. Kilka dukatów poleciało na wschód szybciej niż projekt, który miał być „na weekend”.
Paczka przyszła. Na pudełku wielki napis:
3 IN 1 VACUUM CLEANER
Patrzę… wlot i wylot. Ssanie i dmuchanie. To są dwa.
Gdzie jest trzecie?
Chyba że jak połączę wlot z wylotem rurką i odpalę, to zrobię perpetuum mobile i będę drukował za darmo. Innej opcji nie widzę.

W środku :
  • jednostka główna,
  • lejek do… no do dmuchania,
  • zbiornik z filtrem,
  • rurka,
  • szczotka,
  • USB-C, czyli już prawie NASA.
Pierwsze wrażenie?
Typowa chińszczyzna. Ale taka uczciwa. Nie udaje Makity. Plastik lekko trzeszczy, jakby mówił: „nie ściskaj mnie za mocno, mam uczucia”. Ale składa się. Działa. To już sukces.
Test dmuchania – no powiem tak… z Pornhubem to nie konkuruje.
Test ssania – łzy nie poleciały. Majfrend trochę podkolorował.

Ale… odkurza. To nie jest Kirby. To nie jest sprzęt, którym odkurzysz halę produkcyjną.
Ale do klawiatury? Idealny. Do komputera? Jak znalazł.
Do stołu w modelarni, gdzie masz więcej balsiano depronowego pyłu niż powietrza? Robi robotę.
Do czyszczenia Bambusa? Mały, poręczny, nie straszysz nim drukarki jak wielkim warsztatowym potworem.
I właśnie o to chodzi.
Bo my, majsterkowicze, modelarze i drukarze 3D, nie kupujemy rzeczy dlatego, że są potrzebne.
My kupujemy rzeczy, bo są "technicznie uzasadnione emocjonalnie".
Czy był mi potrzebny kolejny odkurzacz? Absolutnie nie.
Czy żałuję? Absolutnie też nie.
Za te kilka dukatów – wystarczy w zupełności.
A jak się zepsuje?
To przynajmniej będę miał pretekst, żeby kupić wersję 4 IN 1.

Mini odkurzacz modelarski

Mini odkurzacz modelarski

Mini odkurzacz modelarski

Dedykuję "Wielebnemu", który dzisiaj pochował swojego odkurzacza. :)
Krzysiu, a może taki ???. Bea - :) dzięki.






niedziela, 8 lutego 2026

Niemce we wiosce

Po starym i leciwym zestawie TAMIYI Hanomag Sdkfz 251 zostały mi "ludziki", może najwyższego lotu nie są, ale postanowiłem coś z tym zrobić.


Kawałek styroduru na podkładkę, z tego też powstał ceglany murek, trochę desek po lodach, jakieś resztki z innych modeli z okresu WWII takie jak beczka, skrzynka narzędziowa.
Niemcy malowani starymi Humbrolami, reszta, czyli ziemia, deski, mur itd to Tamiye. Ramka z listew pozyskanych w kościele pod wezwaniem świętego Castorama.









niedziela, 1 lutego 2026

Szuszarka, tfu suszarka

 Taka do filamentu.


Powiem tak – łysy kupił… suszarkę.

Tak. Ja. Łysy. Suszarkę.

Ironia losu level: Pantene.

Walka z wydrukami na Bambusie przypomina momentami MMA – tylko zamiast przeciwnika masz… siebie. Druk 3D to nie hobby. To jest psychotest. I krótka, szczera rozmowa z kumplem, któremu przy pomocy kija bejzbolowego wcisnąłem kiedyś drukarkę Anycubica.

Po dekadzie druku doszedłem do wniosku, że może jednak nie wszyscy na forach są w sektach i suszarka do filamentu to nie mit jak Yeti czy działający support producenta.

Marek – ten od Anycubica – pokazał mi dwa wydruki. Ten sam element. Te same ustawienia. Ten sam filament. Jeden przed suszeniem – dramat. Drugi po suszeniu – poezja.

Od tej chwili Marek chodzi dziwnie uśmiechnięty, coś sapie pod nosem i przy każdej okazji wyzywa mnie od ...synów. Ale ziarno zostało zasiane.


Do tej pory wszelkie sugestie suszenia omijałem szerokim łukiem. Jak Ślązak grupkę „lokalnych patriotów sosnowieckich” z łańcuchami w rękach. Coś jak Pruszków kontra Wołomin – teoretycznie Polska, praktycznie wojna domowa. Ale dobra. Popatrzyłem po internetach. Poczytałem.
Pooglądałem produkcje filmowe o tym, jak ekscytującym zjawiskiem może być zawilgocony filament. Na mszę też dałem. W tej intencji.
Decyzja zapadła.
Marek podał model, cenę w dukatach i – oczywiście – wskazał najlepszy sklep na naszej planecie: aledrogo.

Znalazłem.

Nie na aledrogo.
U innego łysego. U Bezosa.
Łysy łysego nigdy ten tego… więc mówię: a niech się wzbogaci na mojej krwawicy.
Na aledrogo: 128 dukatów.
U Łysego na Amazonie: 70 dukatów, razem z kurierem konnym.
I teraz hit – koń przyjechał po 16 zdrowaśkach. Szesnaście godzin.
Amazon działa szybciej niż moje postanowienia noworoczne.
Dobra, koniec lania wody. Przejdźmy do ołtarza… znaczy: konkretów.

W pudełku :

  • suszarka,
  • zasilacz,
  • kawałek teflonowej rurki (żeby filament miał luksus),
  • instrukcja… i uwaga – nawet kilka zdań w polskiemu językowości. Szok kulturowy.

Rozpakowałem.
Włączyłem.
Filament zapodałem.
Maszyna prosta jak deska sedesowa.
Podnosisz klapę.
Wkładasz filament.
Zamykasz. Ja często zapominam o zamykaniu :) i ręców po..... nie myję, nie myję bo mam czystego.
I zaczyna się walka z czterema przyciskami.
Czterema!
Jeden włącza.
Drugi wybiera tryb.
Trzeci i czwarty pozwala dodawać lub ujmować, czyli ... wybierać.
Ustawia czas – do 24 godzin, co pół godziny, bo przecież żyjemy w cywilizacji.
Temperatura, a właściwie materiał : 61, 63 albo 75 stopni.

Instrukcja mówi, co do czego – więc nie zgadujesz jak przy totolotku.
Można podpiąć rurkę teflonową i drukować bezpośrednio z suszarki.
Drukarka ciągnie druta jak Malwina na poboczu.
Sama suszarka – solidna. Plastiki nie trzeszczą, wnętrze z amelinium, bęben kręci się lekko jak sumienie pisiora.
Popracowała kilka godzin.
Wysuszyłem jednego PET-a.
Nie wiem po co, ale wysuszyłem.
Zrobiłem wcześniej klasyczną łódkę – zobaczymy, czy po suszeniu wypłynie, czy pójdzie na dno jak moje oszczędności.

O zachwytach jeszcze nie będę prawił – bo testy trwają.
Ale wiem jedno.
Wiem, z czego NIE jestem zadowolony.
Ta suszarka wyje.
Świst powietrza jak komputer z wentylatorami czyszczonymi ostatnio za rządów SLD.
Stoi obok – jest irytująca. Nie tragedia.

Ale jakby ktoś odpalił odkurzacz… tylko bez sprzątania.

Reasumując, 70 PLN-ów, chyba nie jest źle. Marek już kupił drugą :), tym razem u Bezosa.
Link : Suszarka na Amazonie 





Może cos jeszcze o tej maszynerii napiszę.